Forum Żeglarskie

Zarejestruj | Zaloguj

Teraz jest 17 sie 2026, o 02:37




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 224 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 4, 5, 6, 7, 8
Autor Wiadomość
PostNapisane: 27 lip 2025, o 12:03 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 24 maja 2008, o 17:28
Posty: 2071
Lokalizacja: Nowa Zelandia
Podziękował : 787
Otrzymał podziękowań: 1717
Uprawnienia żeglarskie: nie posiadam
Wczoraj ruszył III etap Mini Globe Race z Fidżi do Cape Town. Wystartował też Jakub Ziemkiewicz. To było wielkie wydarzenie tutaj na Fidżi.
Ci wielcy żeglarze na malutkich, ale bardzo przemyślanych jachtach są już w połowie drogi dookoła świata. Budzą wielki podziw. Przed nimi dwa najtrudniejsze odcinki, szczególnie dla samotników, Cieśnina Torresa i Ocean Indyjski.
W drugiej części filmu znajdziecie krótki wywiad z Kubą.


_________________
Marek (dawniej Jeanneau - wszystko się kiedyś kończy)
Czas ruszać. www.newkate.com


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: 21 wrz 2025, o 08:17 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 24 maja 2008, o 17:28
Posty: 2071
Lokalizacja: Nowa Zelandia
Podziękował : 787
Otrzymał podziękowań: 1717
Uprawnienia żeglarskie: nie posiadam
Vanuatu jest, jak do tej pory, drugim po San Blas miejscem, które zaskoczyło mnie niesamowitością.
Płynąc z Espititu Santo postanowiłem rzucić kotwicę w południowo-zachodniej zatoce na Malekuli, gdzie położone są dwie wioski, Lembinwen i większa Wintua, rozdzielone dopływem do sporych rozmiarów laguny. Laguną można dostać do zupełnie odizolowanej malutkiej wioski Elu. Zatoka (jak większość Vanuatu) jest bardzo słabo zmapowana. Do nawigacji bardziej niż C-Map, czy Navionix jest przydatny Google Earth - ze względu na rafy i bummisy.

W Lembinwen spotkaliśmy się ze spontanicznym przywitaniem i zostaliśmy zaproszeni do spaceru po wiosce. Miejscowi od razu wiedzieli skąd przybyliśmy, gdyż w obszernej zatoce jesteśmy jedynym jachtem. Byli bardzo zaciekawieni nami, a my, bez skrępowania, podglądaliśmy ich życie. Wieś zabudowana jest niewielkimi domkami krytymi liśćmi pandanu, na niskich palach bambusowych albo bezpośrednio na utwardzonej glebie, czasem na podmurówce z posadzką. Pojawia się też blacha falista, która jest postrzegana jako skok cywilizacyjny, gdyż gwarantuje szczelny dach nad głową. Wieś ma punkty ujęcia wody pitnej, która jest pobierana ze źródła w wyższych partiach gór i grawitacyjnie pod ciśnieniem jest doprowadzona do kilkunastu punktów poboru. Ostatnio pojawiły się trzy mini lampy uliczne zasilane słońcem. Jest też miejsce do wspólnego świętowania, dwie szkoły i kościół. O szczegółach życia codziennego dowiedzieliśmy się od dzieci, które z dumą pokazywały nam swoje szkoły, czego się uczą, opowiadały jak uciekali w góry przed tsunami. Wspominały, że jest tu jeszcze jedna wieś, i że mówią tam innym językiem, i że mają tam sklep. Wszyscy pytali skąd wypłynęliśmy, czy mamy dzieci, ile czasu podróżujemy i czy długo tu zostaniemy, oraz sto innych pytań.
Dżungla jest ich domem i żywicielem. Ogródki są wszechobecne. Po wsi chodzą wspólne kury, czasem widać świnki zamknięte w małych zagródkach z bambusa. Jest bardzo schludnie i czysto. Panuje błogi spokój.
Stoimy tutaj już prawie dwa tygodnie i w ogóle nam się nigdzie nie spieszy. Z każdą kolejną wizytą we wsi wiążą się miłe wydarzenia i sympatyczne gesty tubylców.
Filmik częściowo oddaje atmosferę naszej pierwszej wizyty we wsi.

Malekula jest drugą co do wielkości wyspą Vanuatu. Żyje tu kilkadziesiąt plemion o bardzo zróżnicowanych tradycjach. W czasach wielkich odkryć wyspa była omijana a nazwa w wolnym tłumaczeniu oznacza „ból w dupie”. Powodem były plemiona Nambas (Nambas oznacza specyficzny futerał na penisa wykonany z liści pandanusa), które praktykowały rytualny kanibalizm. W okresie kolonialnym na skutek przemian społecznych, wpływu misjonarzy i działań administracyjnych, praktykowanie kanibalizmu zostało znacznie ograniczone. Ostatni przypadek odnotowano ponad 50 lat temu. Mocno zakorzenione rytuały kanibalizmu były rodzajem wymiaru sprawiedliwości i zemsty, ale również wejścia w posiadanie mocy pokonanego wroga.
Malekula to tygiel kulturowy i językowy w użyciu jest ponad 30 języków. W Vanuatu mówi się w się około 120 językach lokalnych. W okresie kolonializmu brytyjsko-francuskiego wprowadzono do użycia wspólny dla całego kraju język Bislama, który po odzyskaniu niepodległości został ustanowiony jako język urzędowy, oprócz angielskiego i francuskiego.
Mocno zakorzenione tradycyjne i zwyczaje są kultywowane przez większość społeczeństwa a obecność katolicyzmu zaspokaja głównie ciekawość nowego. Obrzędy związane z cyklem życia są bardzo zróżnicowane. Na wyspie Pontecost chłopcy ze szczepu Naghol stają się mężczyznami po wykonaniu skoku na głowę z wysokiej bambusowej wieży na lianach. Stąd pochodzi bungee. Niektóre plemiona na Efate kultywują rytualne bliznowanie i tatuowanie kobiet w ramach ceremoniału ślubnego. Na Tafea i Tanna niektóre plemiona rytualnie usuwają przednią jedynkę na znak, że dziewczynka stała się kobietą. Drastyczne bywają rytuały przygotowujące młodzieńców do walki z wrogiem.
Szacuje się, że około 20% społeczeństwa żyje w Port Vila, Luganville i kilku większych osadach, większość żyje w dżungli na kilkudziesięciu wyspach rozciągniętych na 500 Nm. Wiele plemion żyje w całkowitym odosobnieniu w pełnej zgodzie z tradycjami przodków. Dżungla i morze wspomagane drobnymi uprawami zapewniają bogactwo pożywienia. Poluje się tu na endemiczne dzikie świnie, które odgrywają bardzo ważną rolę również jako środek płatniczy przy zawieraniu transakcji, są też cennym darem oraz pomagają przy zawieraniu traktatów pokojowych. Z tych właśnie względów na fladze Vanuatu znajduje się symboliczny ogon świni. Po jakimś czasie zmieniono opis symboliki i oficjalnie symbolem stał się kieł dzika, co brzmi bardziej dostojne, ale na fladze pozostał jednak ogon świni.

_________________
Marek (dawniej Jeanneau - wszystko się kiedyś kończy)
Czas ruszać. www.newkate.com



Za ten post autor -O- otrzymał podziękowania - 9: Janna, Maar, mariaciuncia, Michal, miru71, puffin, Stara Zientara, Wojciech, Wrona
Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: 6 paź 2025, o 11:22 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 24 maja 2008, o 17:28
Posty: 2071
Lokalizacja: Nowa Zelandia
Podziękował : 787
Otrzymał podziękowań: 1717
Uprawnienia żeglarskie: nie posiadam
Każdy rejs wyprawowy to osobna i niepowtarzalna historia, która nie zawsze kończy się tak jak było to zaplanowane. Przyczyn nagłego zwrotu akcji może być bardzo dużo. Zdarza się, że rejs zostaje przerwany nagle i kontynuacja wyprawy jest zwyczajnie niemożliwa.
Z takim przypadkiem zostałem skonfrontowany. Przebieg zdarzeń doprowadził do sytuacji, w której rejs został przerwany w Port Vila na Vanuatu. Jacht stoi na boi i jest do wzięcia.
Jest to Hunter 430 z 1997 roku. Przygotowany do żeglugi wyprawowej.
Silnik Volvo Penta bierze olej (około 100 g na 10 godzin) i ma wyciek paliwa z okolic pompy wtryskowej, generator 9kW Kohler unieruchomiony (przyczyna niezdiagnozowana), odsalarka Ecosystemn 120 l/godz wyciek na pompie Clarka. Takielunek nowy, żagle w słabym stanie.
Jach jest do wzięcia.
Każda najbardziej nawet absurdalna oferta będzie brana pod uwagę pod warunkiem, że będzie złożona w ciągu kilku dni i zrealizowana do końca października.
Więcej informacji udzielę telefonicznie (WhatsApp 48600024322).
---------------
U mnie wszystko OK.


Załączniki:
PHOTO-2025-10-06-20-37-58 2.jpg
PHOTO-2025-10-06-20-37-58 2.jpg [ 242.72 KiB | Przeglądane 2892 razy ]

_________________
Marek (dawniej Jeanneau - wszystko się kiedyś kończy)
Czas ruszać. www.newkate.com

Za ten post autor -O- otrzymał podziękowania - 3: Janna, Maar, robhosailor
Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: 6 paź 2025, o 18:40 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 7 paź 2010, o 14:59
Posty: 5627
Lokalizacja: Kraków
Podziękował : 3282
Otrzymał podziękowań: 3055
Uprawnienia żeglarskie: ciut ciut
Cokolwiek sie nie wydarzyło, trzymam kciuki

_________________
Pozdrawiam,
Smoczyca

"Evil starts when you begin to treat people as things." PTerry



Za ten post autor Janna otrzymał podziękowanie od: robhosailor
Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: 6 paź 2025, o 20:53 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 24 maja 2008, o 17:28
Posty: 2071
Lokalizacja: Nowa Zelandia
Podziękował : 787
Otrzymał podziękowań: 1717
Uprawnienia żeglarskie: nie posiadam
Janna napisał(a):
Cokolwiek sie nie wydarzyło

Nie wszystko jest dla wszystkich i na jakimś etapie tak zwanego "dojechania" zapada decyzja "kończę z tym". Jeżeli żeglowanie zaczyna być bardziej udręką niż przyjemnością, to trzeba, a nawet należy przerwać rejs, który jest źródłem frustracji, strachu i niepewności.
Tak też było w tym przypadku. Kolejne awarie jachtu i bezradność w radzeniu sobie z nimi doprowadziły do sytuacji niebezpiecznych.
Ta kobieta pływała, często solo, wiele lat ale przybrzeżne w USA i zawsze miała pomoc techniczną na telefon. Problemy zaczęły się już w Meksyku a przejście solo na Markizy doprowadziło ją nieomal do załamania z powodu serii problemów technicznych. Trzeba było organizować pomoc w morzu. Kolejne etapy do Tahiti i Fiji również były serią problemów. W Wantatu zapadła decyzja porzucenia jachtu.
Szkoda go.
Z takimi sytuacjami spotkałem się już kilka razy. Ale po przerwie zazwyczaj następowała zmiana planu, powrót do cywilizacji i sprzedaż jachtu. W tym przypadku właścicielka wróciła do domu i nie ma zamiaru wracać na jacht.
Napisałem więc powyższego posta.
Tutaj jest jeszcze sporo żeglarzy ale każdy ma swój jacht oraz plan. Zbliża się sezon huraganów, więc trzeba stąd się wynosić. Bojki ustawione w Port Vila są likwidowane na sezon huraganów. Za kilka dni otwiera się okienko pogodowe do Nowej Kaledonii i Australii więc najprawdopodobniej prawie wszyscy odpłyną, zostanie kilka jachtów z planem w kierunku Cieśniny Theresa lub na północ.

_________________
Marek (dawniej Jeanneau - wszystko się kiedyś kończy)
Czas ruszać. www.newkate.com



Za ten post autor -O- otrzymał podziękowanie od: Janna
Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: 7 paź 2025, o 08:45 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 7 cze 2010, o 19:37
Posty: 14070
Lokalizacja: Port Rybnik
Podziękował : 1708
Otrzymał podziękowań: 2441
Uprawnienia żeglarskie: sternik jachtowy
-O- napisał(a):
Więcej informacji udzielę telefonicznie (WhatsApp 48600024322).

Marek w jakich godzinach można do Ciebie dzwonić?

_________________
Wojciech1968 Port Rybnik
W życiu piękne są tylko chwile...


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: 7 paź 2025, o 12:01 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 24 maja 2008, o 17:28
Posty: 2071
Lokalizacja: Nowa Zelandia
Podziękował : 787
Otrzymał podziękowań: 1717
Uprawnienia żeglarskie: nie posiadam
Wojciech napisał(a):
Marek w jakich godzinach można do Ciebie dzwonić?

Tak do około 14:00

_________________
Marek (dawniej Jeanneau - wszystko się kiedyś kończy)
Czas ruszać. www.newkate.com



Za ten post autor -O- otrzymał podziękowanie od: Wojciech
Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: 29 lis 2025, o 11:49 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 24 maja 2008, o 17:28
Posty: 2071
Lokalizacja: Nowa Zelandia
Podziękował : 787
Otrzymał podziękowań: 1717
Uprawnienia żeglarskie: nie posiadam
Przybycie do Sydney jest dla mnie przystankiem oznaczającym półmetek. W Australii spędzimy kilka miesięcy. Nie licząc pojedynczych niezapowiedzianych krótkotrwałych sztormów, Pacyfik był dla nas łaskawy. Najbardziej nieprzewidywalne okazało się Morze Koralowe.
Teraz czeka nas czas relaksu, podróżowania po lądzie i poznawania nowego kontynentu. Sydney robi potężne pierwsze wrażenie, a jeszcze większe drugie i trzecie.

Nasze przybycie tutaj jest związane z s/y Water Lilly, którą płynie dookoła świata Mikołaj z Julią. Bardzo młodzi ludzie, pełni entuzjazmu i zapału popartego hartem ducha. Na Tonga doświadczyli awarii silnika (Lamborghini). Po zdjęciu pokrywy okazało się, że złamała się krzywka popychająca pompowtryskiwacz a ułamana część musiała stanąć jakoś sztorcem, wypychając sporą dziurę w głowicy, z której wybryzgiwał olej. Czarek Szymański (najlepszy mechanik w Szczecinie) polecił zalepić dziurę Belzoną, a gdy okazało się, że po kilku tygodniach oczekiwania przyszła krzywka do zaworu, Czarek polecił usztywnić zawory na niepracującym cylindrze i ruszać dalej na trzech cylindrach. Zbliżał się sezon huraganów, więc czekanie na kolejną przesyłkę nie wchodziło w grę. Mikołaj zamówił właściwą krzywkę do pompowtryskiwacza już do Nowej Kaledonii na adres mariny, gdzie miałem się zatrzymać. W tym czasie pływałem jeszcze po wyspach Vanuatu. Mikołaj dopłynął do Vanuatu a potem do Nowej Kaledonii, gdzie wymieniliśmy krzywkę i po wyregulowaniu kąta wtrysku, silnik odpalił i pracował lepiej niż kiedykolwiek. Jak tylko pojawiło się okno pogodowe 14 listopada ruszyliśmy do Australii. Celem było Coff’s Harbour, jako miejsce check-in, a potem Sydney.
Prognoza na pierwsze trzy dni była wspaniała, potem spodziewaliśmy się frontu niżowego, który miał zepsuć nam humor na krótko i dalej już piękna jazda do Coff’s z lekkim ryzykiem słabnącego wiatru w ostatniej dobie. Planowany czas przelotu sześć i pół dnia sprawdził się co do minuty.
Tymczasem Mikołaj, przy nieco mniejszej prędkości przelotowej, spotkał się z frontem niżowym później, gdyż w tym czasie był około 80 Mm za mną. Skutkiem tego, front przekształcił się już w burzę tropikalną ze wszystkimi objawami, a kilka godzin później w rozległą flautę. Pozostał więc silnik. Po 32 godzinach jazdy na silniku pojawił się zmienny wiatr z porywami do 40w. Potem kolejna flauta i ….. silnik nie odpalił.
Wszystko, co można było sprawdzić w tych warunkach, zostało sprawdzone. Dalej Mikołaj musiał płynąć bez silnika. Zmagając się na przemian z brakiem wiatru, burzami, prądami oraz zmiennymi wiatrami, Mikołaj zbliżył się do Coff’s po 14 dniach ciężkiej żeglugi i niezliczonych próbach odpalenia silnika.
Wejście do Coff’s jest łatwe, ale podejście do odprawy w marinie na żaglach lub holu niemożliwe. Jedyną możliwością w tej sytuacji było przyjęcie kursu na Sydney, gdyż tam jest znacznie więcej miejsca manewrowego i wyholowania jachtu.
W tym czasie otworzyło się rewelacyjne okno pogodowe, więc ruszyłem również do Sydney.
Zdecydowany i stabilny wiatr baksztagowy, w połączeniu z silnym korzystnym prądem pozwolił mi na osiągniecie przebiegu 100 Mm w pierwsze 10 godzin. Na miejsce dotarłem w niecałe 30 godzin.
Tymczasem Mikołaj był lekko spóźniony i wpadł w plamę flauty, a więc stanął w miejscu skazany na pastwę rozbujanych fal. Okno pogodowe odjechało i nadeszły burze. Po trzech dniach zmagania się z oceanem na słabnącym północnym wietrze, Mikołaj zbliżył się na 10 Nm do Sydney. Z prognozy wynikało, że wiatr za godzinę zgaśnie zupełnie i po krótkiej chwili nadejdzie tym razem południowy silny wiatr. Pojawiło się też ostrzeżenie.
Ruszyłem wiec z holem. Wiatr był coraz słabszy. Mikołaj tracił prędkość, a ja grzałem na silniku. Jak dzieliły nas 2 mile wiatr zgasł do zera. Było już zupełnie ciemno. Po kilkunastu minutach woda się zmarszczyła i dmuchnęło z południa. Najpierw 10-15, a po chwili 30-35.
Nadzieje na wciągnięcie Water Lilly do zatoki zabrał wiatr. W tej sytuacji odwróciłem się i bardzo ostrym bejdewindem wjechałem do zatoki. Wiatr miał utrzymać się do 3 rano.
Wchodząc do portu wybrałem miejsce, w którym wygodnie można było wykonać manewr na żaglach i rzucić kotwicę. Podpłynąłem w wyznaczony punkt na 8. metrach, stanąłem do wiatru, gdy tylko jacht wytracił prędkość zwolniłem sprzęgło i po kilku sekundach kotwica leżała na dnie. Wydałem 20 m łańcucha, czekałem aż się napręży, po czym z wyczuciem wydawałem po 3-4 m czekając na kolejne naprężenie i lekkie szarpnięcie i tak aż do 40 metrów. Zrobiłem to świadomie bez użycia silnika, żeby sprawdzić grunt i trzymanie, gdyż Mikołaj powinien wykonać to samo za pierwszym podejściem. W zatoce jest spory ruch i plątania się bez napędu nie przewidywałem.
Mikołaj w międzyczasie wykonał dwa halsy, żeby nabrać odpowiedniej wysokości i wejść precyzyjnie w odpowiednim miejscu. W chwili wejścia wiało ponad 30 i zrefowany w główkach gnał ponad 8 w. W miarę zagłębiania się w zatokę i ostrzenia prędkość spadała. Przez cały czas utrzymywaliśmy łączność. Manewr wyszedł doskonale. Po kilkunastu minutach Mikołaj z Julią poczuli komfort bezpiecznego stania na kotwicy i po 16 dniach żeglugi zapadła cisza. Pozostało tylko lekkie, błogie bujanie.


Załączniki:
4.jpg
4.jpg [ 301.75 KiB | Przeglądane 2425 razy ]
3.jpg
3.jpg [ 298.72 KiB | Przeglądane 2425 razy ]
2.jpg
2.jpg [ 251.65 KiB | Przeglądane 2425 razy ]
1.jpg
1.jpg [ 304.8 KiB | Przeglądane 2425 razy ]

_________________
Marek (dawniej Jeanneau - wszystko się kiedyś kończy)
Czas ruszać. www.newkate.com

Za ten post autor -O- otrzymał podziękowania - 6: Janna, Maar, Michal, noone, Stara Zientara, Wrona
Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: 4 maja 2026, o 15:34 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 24 maja 2008, o 17:28
Posty: 2071
Lokalizacja: Nowa Zelandia
Podziękował : 787
Otrzymał podziękowań: 1717
Uprawnienia żeglarskie: nie posiadam
Tuż po wyjściu z zatoki Sydney, gdy jacht był co chwilę mocno popychany przez falę przyboju i „szklanki dzwoniły” w szafkach, podniósł się alarm „no drive detected” i autopilot odmówił współpracy. Po każdym włączeniu po jakimś czasie pojawiały się komunikaty: „no GPS”, „no heading”. Kasia chciała wracać. Ja wiedziałem, że urządzenie pracuje, a powodem kłopotu był jakiś szum w sieci. Płynęliśmy więc dalej. Kasia za sterem, a ja rozpinałem sieć odcinek po odcinku. Ostatecznie stabilną pracę uzyskałem po rozpięciu sieci i eliminacji autopilota. Straciłem jednak wiatromierz i głębokość. Zniknęło też położenie jachtu na ploterze.
W tych warunkach wejście do zatoki Brisbane przy średnio wysokich falach było wyzwaniem. Tutaj każde wejście do zatoki z „bar crossing” (w kontekście bar crossing chodzi o mieliznę/piach naniesiony przez prądy), czyli przejściem przez spłycenie na wejściu, musi być obowiązkowo zgłoszone. Przed podejściem trzeba nawiązać łączność w celu uzyskania informacji z wieży o panujących warunkach. Warunki zmieniają się gwałtownie i często. Fala oceaniczna i prądy pływowe w wąskich wejściach są poważnym zagrożeniem, gdyż fale przy już 15–20 w są na granicy łamania się. Wszedłem do zatoki południowym wejściem w Gold Coast i przystąpiłem niemal natychmiast do diagnozy sieci. Ustaliłem, że odłączenie NMEA 2000 jednego z ploterów od konwertera przywracało sieć do ładu.
Zatelefonowałem do naszego forumowego kolegi Krzysztofa (saradoga z sąsiedniego forum) i problem z siecią został zdiagnozowany z chirurgiczną precyzją. Jeszcze raz dziękuję, Krzysztofie. Padło jedno z gniazd konwertera SeaTalk do SeaTalk NG.

A teraz historia z ostatnich dni.
W trakcie przeciskania się przez zatokę Brisbane w kierunku Karragarra Island, pozostawałem na nasłuchu z Zenkiem. Kolega, z którym jestem bardzo mocno skumplowany. Poznaliśmy się w Meksyku i od tamtej pory trzymamy się mocno razem. Zenek ruszył kilka dni temu z Nowej Zelandii do Brisbane. Pozostawaliśmy w stałym kontakcie. Trzy dni temu pogoda mu się załamała i zaczął obrywać. Zenek płynie sam, a problem polegał na tym, że w tych warunkach było już za późno na refowanie. Kolejny telefon i informacja: mechanizm rolowania genui zablokowany. Grot (na wózkach) leży na wantach, talia napięta jak struna.
Wiedziałem, z czym on się tam zmaga. W połowie drogi do Hawajów trzy lata temu rozsypał mi się mechanizm rolowania grota w podobnych warunkach. Mogłem jednak zrefować genuę.
Kolejny telefon. Zenek wystraszony. Głos przyciszony. „Oberwałem falą, jakiej nigdy nie widziałem” – powiedział. Wyrzuciło mnie z kokpitu. Leżałem na pokładzie przy relingu, trzymając się lin, żeby nie wylecieć za burtę. Jacht kładł się, dodał. Potem przez wieki całe (około 30 sekund) był pod wodą, opanowany tylko jedną myślą: to koniec.
Jacht prawie położył się na wodzie. Gdy wstał okazało się, że grot na wyrwane wózki a genua jest porwana. Była noc. Po głosie Zenka z pewnością bym nie poznał. To brzmiało jak głos z zaświatów. Ustaliliśmy, że w tych warunkach nie ma on nic do zrobienia. Miał ustawić się tyłem do fali, tak żeby najmniej obrywać i czekamy do rana. Prognoza jednak była ciągle bezlitosna.
Zanosiło się na gorzej.
Rano Zenek wysłał mi filmik ze sponiewieranym grotem i porwaną genuą. Widok tragiczny. Wiało mocno. Zenek z tym zestawem robił 8–9 w. Chciałem dowiedzieć się jak mu idzie, ale Zenek nie odebrał tego i kilku następnych telefonów. Po dziewięciu godzinach chciałem sprawdzić pozycję jachtu i okazało się, że ostatnia odnotowana pozycja miała miejsce dziewięć godzin temu. Czyli od dziewięciu godzin Zenek nie nadaje. Czyli chwilę po wysłaniu filmu z porwanymi żaglami coś się stało.
Zatelefonowałem do córki Zenka i okazało się, że ostatnio rozmawiała z ojcem dziewięć godzin temu. Atmosfera zrobiła się ciężka i nie do wytrzymania. Różne myśli cisnęły ni się do głowy i żadna z nich nie stawiała Zenka w dobrej sytuacji. Brak prądu, zwarcie, piorun. Wiedziałem, że nie domagała mu pompa zęzowa. Kolejna godzina rozjeżdżała mnie jak walec. Wiedziałem, że muszę coś zrobić.
Zatelefonowałem do Maritime w Brisbane, żeby dowiedzieć się, czy odebrali sygnał z aktywowanego EPIRB’a. Nie mieli żadnego sygnału. Na pytanie, dlaczego pytam, odpowiedziałem, że martwię się o kolegę, który płynie z Nowej Zelandii i jest ok. 500 Nm. od Brisbane. Opowiedziałem, co się stało. Podałem nazwę jachtu i pozostałe dane. Zostawiłem swój telefon na wypadek, gdyby mieli jakiś sygnał. Po kilku minutach odebrałem telefon i byłem odpytany o wszystkie szczegóły dotyczące Zenka i jachtu. Zostałem poproszony o przesłanie filmu z porwanymi żaglami. W międzyczasie sprawdzili już tracking jachtu i profil FB Zenka. Dostałem też numer telefonu, żeby ich informować, na wypadek gdybym otrzymał jakąś wiadomość. W tym momencie to było już 10 godzin bez kontaktu z Zenkiem.
Po kolejnych kilkunastu minutach otrzymałem wiadomość, że w kierunku ostatniego odnotowanego położenia jachtu wylatuje helikopter poszukiwawczy. Przekazałem tę wiadomość córce Zenka. Zastanawiałem się, jak oni go znajdą w tych warunkach w środku nocy.
Było grubo po północy, gdy obudził mnie telefon. Na wyświetlaczu….. Zenek. Przekonałem się, jak przez głowę w ciągu sekundy przelatuje piętnaście myśli.
Wydarłem się na całe gardło:
- Zeeeeneeeek!!!
- Wiem, wiem, dałem dupy. Już dostałem za swoje od Aśki (córki). Jak zobaczyłem helikopter nad sobą to wiedziałem, co narobiłem.
Zenek wyłączył wszystko, bo oszczędzał prąd. Generator mu nie wystartował.
………………
Opisałem tę historię, żeby pokazać, jak działają służby w Australii.
Zenek za kilka godzin będzie musiał poradzić sobie z moim Welcome.

_________________
Marek (dawniej Jeanneau - wszystko się kiedyś kończy)
Czas ruszać. www.newkate.com



Za ten post autor -O- otrzymał podziękowania - 5: Janna, M@rek, Maar, Michal, Stara Zientara
Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: 5 maja 2026, o 04:20 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 24 maja 2008, o 17:28
Posty: 2071
Lokalizacja: Nowa Zelandia
Podziękował : 787
Otrzymał podziękowań: 1717
Uprawnienia żeglarskie: nie posiadam
Coś poszło nie tak.
Proszę, niech ktoś usunie zdublowane posty.

_________________
Marek (dawniej Jeanneau - wszystko się kiedyś kończy)
Czas ruszać. www.newkate.com


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: 5 maja 2026, o 22:15 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 7 paź 2010, o 14:59
Posty: 5627
Lokalizacja: Kraków
Podziękował : 3282
Otrzymał podziękowań: 3055
Uprawnienia żeglarskie: ciut ciut
Posprzątałam :) Wojtek, przykro mi, ale musisz podziękować Markowi za post jeszcze raz. ;)

_________________
Pozdrawiam,
Smoczyca

"Evil starts when you begin to treat people as things." PTerry



Za ten post autor Janna otrzymał podziękowania - 2: -O-, Stara Zientara
Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: 22 cze 2026, o 11:56 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 24 maja 2008, o 17:28
Posty: 2071
Lokalizacja: Nowa Zelandia
Podziękował : 787
Otrzymał podziękowań: 1717
Uprawnienia żeglarskie: nie posiadam
Powoli dobiega końca nasz pobyt w Australii. Opuszczając Brisbane tydzień temu uświadomiłem sobie, że rozpoczyna się właśnie ostatni etap naszego (zaplanowanego na prawie rok) pobytu w Australii. Bardzo wiele się w tym czasie wydarzyło, Przejechaliśmy kilka tysięcy kilometrów lądem. Odwiedziliśmy naszych przyjaciół w Melbourne, dla nas wielkie przeżycie i bardzo bliski kontakt z kulturą i sztuką, Sydney to szybkie życie i kosmos żeglarski a Brisbane, to spokój w wielkim mieście. Wszędzie życzliwi i wspaniali ludzie, oraz kolejni przyjaciele i mnóstwo wrażeń. Do tego etapu naszej podróży będę wracał jeszcze wiele razy.

A teraz mamy pierwszy przystanek na Wielkiej Rafie Koralowej. Stoimy w jednym z najpiękniejszych bezludnych Atoli świata. Nie ma w tym stwierdzeniu żadnej przesady. Wejście do atolu jest jedno (relatywnie wąskie), a rafa przy wysokiej wodzie chowa się tuż pod powierzchnią wody, to sprawia, że w okolicach górnego slacku w kanale występuje niewielki prąd pływowy. Inaczej sprawy się mają przy niskiej wodzie.
Laguna z nielicznymi bommiesami jest łatwa w nawigacji. Szmaragdowa woda otoczona rafą chroni przed falami oceanicznymi. Postój tutaj to prawdziwa przyjemność, głównie dzięki pięknej wyspie (Lady Musgrave) uformowanej w zachodniej części rafy. Nie ma tu palm kokosowych jak to przeważnie bywa w takich miejscach, rosną tu natomiast potężne drzewa pisonia, pozostające w szczególnej symbiozie z morskimi ptakami, bez których dżungla by nie wzrosła. Ptaki zyskują środowisko do gniazdowania użyźniając glebę, ale pisonia jest rządna krwi. Bardzo lepkie owoce tego drzewa są śmiertelną pułapką dla ptaków. Tabliczka „A sticky situation…” apeluje o nieratowanie uwięzionych ptaków, jest to przyrodnicza kolej cyklu użyźniania gleby.
Stoimy tu już kilka dni i pewnie niedługo z żalem opuścimy to miejsce.
Po drodze do Cairnes mam zaplanowane kilka postojów, a potem ruszymy dalej na północ (PNG, Salomony i Mikronezja). Przed końcem roku zamierzam stanąć w Guam (jak nie będzie wojny) albo Palau.
Co się zepsuło?
Siłownik hydrauliczny autopilota (zamontowany w Meksyku) będzie teraz pełnił rolę zapasowego. Wróciłem do elektrycznego Type-2. Powód? Pompa hydrauliczna była za głośna. Nie dawała spać, szczególnie na wysokich falach. Na Fiji wymieniłem roller przedniego żagla. Model, który zamontowałem na Martynice, okazał się wadliwy i po trzech naprawach (spalone silniki z powodu dostawania się wody do mechanizmu) zamontowałem najnowszy model ProFurla, podobno bezawaryjny. Na razie działa. Po czterech latach musiałem wymienić ponton. Komory zaczęły odklejać się od aluminiowego kadłuba, aż dziwne, bo AB to uznana marka.
Przed wypłynięciem z Brisbane stanąłem na twardo w stoczni. W takim miejscu jeszcze nie byłem i pewnie już nie będę. Stocznia przypomina Düsseldorf Boat Show, tylko w realu. Wspaniale zorganizowana stocznia i marina. Po raz pierwszy postój na twardym był prawdziwą przyjemnością. Filmik pokazuje jakieś 30% całego kompleksu.


_________________
Marek (dawniej Jeanneau - wszystko się kiedyś kończy)
Czas ruszać. www.newkate.com



Za ten post autor -O- otrzymał podziękowania - 7: bartosce, hostis42, Janna, Maar, Michal, Stara Zientara, Wojciech
Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: 14 lip 2026, o 13:30 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 24 maja 2008, o 17:28
Posty: 2071
Lokalizacja: Nowa Zelandia
Podziękował : 787
Otrzymał podziękowań: 1717
Uprawnienia żeglarskie: nie posiadam
Kończy się nasz pobyt w Australii. Wczoraj polataliśmy samolotem nad Whitsunday Islands położonymi w sercu Wielkiej Rafy Koralowej. Pod koniec tygodnia opłyniemy archipelag i ruszymy w kierunku Cairns. To będzie już ostatni postój w Australii. Czeka nas aprowizacja, ostatnie zakupy, paliwo, gaz i w drogę.
Australia pozostanie bardzo ważnym etapem tego rejsu. Mamy duże poczucie niedosytu. Zrodził się pomysł, żeby zostać tu jeszcze na prawie rok, opłynąć ten piękny kraj dookoła i z Tasmanii popłynąć do Nowej Zelandii. Sprawy wizowe jednak skutecznie nas powstrzymały. Przedłużenie rocznej wizy będąc na terenie Australii wiąże się z dużym ryzykiem, gdyż decyzja odmowna mogłaby nas zaskoczyć np. w połowie zachodniego wybrzeża.
Płyniemy więc zgodnie z planem na Luizjady, Wyspy Salomona i Mikronezję, co dalej – zobaczymy za klika miesięcy.

_________________
Marek (dawniej Jeanneau - wszystko się kiedyś kończy)
Czas ruszać. www.newkate.com



Za ten post autor -O- otrzymał podziękowania - 2: Janna, Wojciech
Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: 3 sie 2026, o 15:22 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 24 maja 2008, o 17:28
Posty: 2071
Lokalizacja: Nowa Zelandia
Podziękował : 787
Otrzymał podziękowań: 1717
Uprawnienia żeglarskie: nie posiadam
Wielka Rafa Koralowa
Od kilku tygodni mamy idealną pogodę. Czasem przywieje mocniej, ale z właściwego kierunku. Co kilka mil mijamy malownicze zatoki, a niektóre zachęcają do zatrzymania się, oferując boje cumownicze. Jachtów jest niewiele. Miejsca dzikie, niezamieszkałe. Punktem kulminacyjnym był archipelag Whitsunday. Komfort i cisza w dzikim otoczeniu, nawet turystów trudno tu spotkać.
A jednak… czuję, że czegoś bardzo ważnego mi tu brakuje.
Jedna z tabliczek informacyjnych na platformie widokowej, powyżej plaży Whitehaven, zachęca by wyobrazić sobie biegające dzieci morskiego plemienia Ngaro, w tej bajecznej scenerii. Te wyspy, wraz z wybrzeżem lądu stałego, były zamieszkiwane przez to plemię przez 9 tysięcy lat – informuje kolejna tabliczka. Uzmysłowiłem sobie, że ta pustka wokół pozbawiona jest autentyczności. Jest jak wspaniała biblioteka z pustymi półkami. To uczucie nie dawało mi spokoju. Historia brytyjskiego kolonializmu XIX wieku opisuje nie tylko przesiedlenia i niewolniczą pracę, ale również ludobójstwo z użyciem wszystkich dostępnych wówczas metod, łącznie z bronią chemiczną i biologiczną. Australia dzisiaj stara się, żeby uczynić zadość nielicznym już Aborygenom. Los Maorysów w Nowej Zelandii był i jest nieporównywalnie lepszy.
W jednej z zatok Hook Island trafiłem na groty zamieszkiwane niegdyś przez Ngaro. Znając historię tych ludzi, popadłem tam w melancholijny nastrój.

Pozostał mi ostatni australijski odcinek. Włócząc się od zatoki do zatoki, planujemy kolejne etapy naszego rejsu. Pewne jest, że za miesiąc opuścimy Australię. Z Cairns popłyniemy na Archipelag Louisiade, Wyspy Salomona i przez Mikronezję do Palau, gdzie dotrzemy pod koniec roku. Palau będzie punktem zwrotnym. Możliwe są dwa scenariusze: 1. Popłyniemy na północ do Japonii (tam powinniśmy być wczesną wiosną) i powrót przez Tajwan i Filipiny do Indonezji. 2. Popłyniemy na zachód, na Filipiny i do Brunei, nie rezygnując z Indonezji.
Obecnie powszechnie obowiązują procedury „prearrival”. Oprócz wizy konieczne jest przesłanie drogą elektroniczną wypełnionych formularzy celnych, imigracyjnych i biosecurity, oraz skanów wszystkich dokumentów z paszportami z odpowiednim wyprzedzeniem. Czyli bez Internetu żeglowanie po świecie stało się bardzo utrudnione, gdyż urzędnicy często żądają kolejnych dokumentów i oczekują potwierdzenia przybycia z 24. godzinnym wyprzedzeniem.

A tymczasem Elon dokonał właśnie skoku na kasę żeglarzy. Doszedł do wniosku, że więcej (dużo więcej) mają płacić ci, co mają jachty i włóczą się po świecie. Nie wdając się w szczegóły nowych subskrypcji, rewolucja, która rozpoczyna się już 17 sierpnia, wprowadza nowe zasady w wielu aspektach. W rezultacie koszt Internetu poza miejscem rejestracji anteny wzrośnie ponad pięciokrotnie. Teraz będzie to blisko 9 tysięcy USD rocznie. Dla wielu żeglarzy jest to bariera nie do przeskoczenia. Mam nadzieję, że zbliżająca się konkurencja Amazon Leo pojawi się już w przyszłym roku. Nasz znajomy z s/y Sabado na swojej stronie opisał, jak planuje choć trochę obniżyć te koszty, żonglując dwoma antenami. Problem jednak polega na tym, że nie wiadomo, jakie pułapki Elon ukrywa jeszcze przed nami.


_________________
Marek (dawniej Jeanneau - wszystko się kiedyś kończy)
Czas ruszać. www.newkate.com



Za ten post autor -O- otrzymał podziękowania - 2: Janna, Maar
Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 224 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 4, 5, 6, 7, 8


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 52 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
[ Index Sitemap ]
Łódź motorowa | Frezowanie modeli 3D | Stocznia jachtowa | Nexo yachts | Łodzie wędkarskie Barti | Szkolenia żeglarskie i rejsy NATANGO
Olej do drewna | SAJ | Wypadki jachtów | Marek Tereszewski dookoła świata | Projektowanie graficzne


Wszystkie prawa zastrzeżone. Żaden fragment serwisu "forum.zegluj.net" ani jego archiwum
nie może być wykorzystany w jakiejkolwiek formie bez pisemnej zgody właściciela forum.żegluj.net
Copyright © by forum.żegluj.net


Nasze forum wykorzystuje ciasteczka do przechowywania informacji o logowaniu. Ciasteczka umożliwiają automatyczne zalogowanie.
Jeżeli nie chcesz korzystać z cookies, wyłącz je w swojej przeglądarce.



POWERED_BY
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL