Forum Żeglarskie

Zarejestruj | Zaloguj

Teraz jest 28 paź 2020, o 23:37




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 23 ] 
Autor Wiadomość
PostNapisane: 3 wrz 2020, o 19:19 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2013, o 16:44
Posty: 1646
Lokalizacja: Szczecin
Podziękował : 237
Otrzymał podziękowań: 907
Uprawnienia żeglarskie: KJ
Wyprawa „Dookoła Svalbardu 2020” jachtem OCEAN B
Do opłynięcia Svalbardu przymierzaliśmy się od dwóch lat. Warunki lodowe na to nie pozwoliły. Dlaczego ? Bo to fajne wyzwanie, bo jeszcze nas tam nie było. Taka wyprawa to miesiąc w małej grupie, na małej powierzchni więc nie mogły płynąć osoby przypadkowe. Spośród osób, które już z nami pływały zebrała się grupa gotowa na rejsy typowo żeglarskie.
Skład obecnej wyprawy: Andrzej Górajek, Halina Górajek, Marek Rajtar, Paweł Pelc, Iwona Marchewka, Jacek Hryniewiecki.
Uważni obserwatorzy arktycznych wojaży zapewne zwrócą uwagę na 2 nazwiska: Marek Rajtar i Paweł Pelc – osoby związane z jachtem „Azimuth” i firmą „Ludzie Morza” z Krakowa. Śpieszę wyjaśnić. Spotykając się Svalbardzie w porcie, na kotwicowiskach, pomagając sobie wzajemnie w różnych sytuacjach poznaliśmy się bliżej. Mamy podobny sposób patrzenia na świat, Arktykę, uzupełniamy się w swoich umiejętnościach. I Marek i my marzyliśmy o opłynięciu Svalbardu. I my i Marek czekaliśmy na okazję, możliwość realizacji marzeń. Skoro łączy nas Arktyka naturalnym się stało, że postanowiliśmy połączyć siły. Tak więc „Ludzie Morza” z Gosią i Markiem Rajtarami oraz „Natango” z Halina i Andrzejem Górajek to już jedno. Przed nami jeszcze jakieś formalności, ale działamy jako jeden organizm z 2 jachtami: Oceanem B i Azimuthem.
Jeszcze jesienią 2019 zaplanowaliśmy start wyprawy na połowę sierpnia. Covid przewrócił wszystko do góry nogami. Ostatecznie udało nam się dotrzeć na Svalbard dopiero w sierpniu 2020. Realizacja kilku z zaplanowanych komercyjnych rejsów i 04.09.2020 planowo odbywa się mustrowanie załogi. Marek 12 sierpnia podmienia Andrzeja w Longyerbyen. Termin wylotu grupy do Longyernyen nie jest sztywno ustalony. Siedzimy jak na rozżarzonych węglach gotowi złapać bagaż i przedostawać się do Norwegii. Już wiemy, że bezpośrednio z Polski się nie da. Najlepsze połączenia są z Berlina. Pytanie jak długo Niemcy będą dla Norwegów na tzw. żółtej liście. Po cichu liczymy, że do 4 września. 27 sierpnia już wiemy, że nie, że trzeba wyrywać jak najszybciej z Berlina do Oslo. 28 sierpnia rano samochodem ze Szczecina do Berlina naszą piątkę odwozi kolega. Nieco niepewni wsiadamy do samolotu Berlin – Oslo z przesiadką w Kopenhadze. Niby jeden bilet, niby tranzyt ale jaka będzie rzeczywistość? Okazuje się, że na luzie. Nikt nas nie sprawdza, nie jest ważna narodowość, ważne skąd się leci. Tranzyt jest tolerowany przez Norwegów. Wieczorem 28.08 meldujemy się w hotelu w Gardermoen i zaczynamy czekanie. Tu jest zdecydowanie taniej niż hotel w Longyerbyen. Mamy 1 pokój, który nam służy za spalnię, biuro, bawialnię. Integracja na całego. Emocje nieco opadły, czas jakby spowolnił. 2 września ruszamy dalej. Raniutko wylatujemy z Oslo do Tromso, 6 godzin czekania w Tromso i już ten najważniejszy lot. Mnie jak zawsze ogarnia szczególne wzruszenie gdy koła samolotu dotykają płyty lotniska na Svalvardzie. Jakbym wracała do domu. Arktykę pokochałam całym sercem. Jacht jeszcze w drodze, kończy etap z poprzednią grupą. Więc ostatnia noc na lądzie. Następna będzie już pachniała jachtem, kołysała falą. Zanim wypłyniemy przegląd prowiantu, zakupy, tankowanie paliwa i wody. Jesteśmy zgraną grupą i nie ma problemu z pracami.
Jutro rzucamy cumy i żegnamy się z Longyerbyen na kilka tygodni. Najbliższy cel Ny Alesund. Ostatnie miejsce z ludźmi. Później tylko jacht, my i ta wymarzona Północ. Już z zachodami słońca, nocami i zorzami polarnymi.

_________________
Jestem w tym wieku, że milczę gdy ktoś opowiada głupoty.
Szkoda mi czasu na walkę z idiotami.
Hania - Halina - Inka



Za ten post autor Hania otrzymał podziękowania - 7: Janna, Kurczak, Maar, Marian Strzelecki, Micubiszi, Ognisty Szkwał, Wojtek od Maryśki
Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: 3 wrz 2020, o 21:49 

Dołączył(a): 1 wrz 2020, o 12:38
Posty: 63
Lokalizacja: Warszawa
Podziękował : 19
Otrzymał podziękowań: 11
Uprawnienia żeglarskie: JSM
Pięknie... Z pewnością nawet problemy w zw. z COVIDem nie przyćmią piękna Północy. Zazdroszczę i życzę powodzenia! :D


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: 9 paź 2020, o 17:13 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2013, o 16:44
Posty: 1646
Lokalizacja: Szczecin
Podziękował : 237
Otrzymał podziękowań: 907
Uprawnienia żeglarskie: KJ
Wyprawa „Dookoła Svalbardu 2020” jachtem OCEAN B relacja Haliny Górajek
1. Przygotowania
Do opłynięcia Svalbardu przymierzaliśmy się od dwóch lat. Dlaczego ? Bo to fajne wyzwanie, bo jeszcze nas tam nie było. Ani Azimuth, ani Ocean B nie był w stanie zrealizować planów, rekordowy stopień zalodzenia nie pozwalał na pokonanie 80° . W roku 2019 Ocean B spędził 5 tygodni przy Nordauslandet i to już było wyczynem. Nieprzewidywalna Arktyka w roku 2020 otwiera się i daje możliwość realizacji marzeń. Taka wyprawa to blisko miesiąc w małej grupie, na małej powierzchni więc nie może być przypadkowości w doborze załogi. Spośród osób, które już z nami pływały zaprosiłam te gotowe na rejs typowo żeglarski, co do których miałam pewność że w podobny sposób postrzegamy życie i wytrzymamy w swoim towarzystwie. Ponieważ logistyka rejsów jest moją „działką” i w nią upchnięto sprawy osobowe, wybór uczestników był subiektywny. Poza żeglarskim doświadczeniem liczy się dla mnie otwartość, poczucie humoru, dystans do siebie samego, umiejętność współpracy i podporządkowania się czasem nam niewygodnym decyzjom kapitana, gotowość na pokonywanie trudności żeglugi i słabości własnych. Jak to zwykle bywa, zaraz po ogłoszeniu wyprawy chętnych było sporo. Im bliżej terminu – tym lista coraz krótsza. Wiadomo, urlopy, rodzinne i zawodowe zobowiązania, w tym roku doszły jeszcze problemy covidowe. Nieomal do dnia wyprawy nie byliśmy pewni czy w ogóle uda nam się ją zorganizować. Dyspozycyjność stała się więc jeszcze jednym z kryteriów selekcji. Ostatecznie skład obecnej wyprawy to 6 osób: kj. Andrzej Górajek, kj. Halina Górajek, kj. Marek Rajtar, jsm. Paweł Pelc, jsm. Iwona Marchewka, kj. Jacek Hryniewiecki. Uważni obserwatorzy arktycznych wojaży zapewne zwrócą uwagę na 2 nazwiska: Marek Rajtar i Paweł Pelc – osoby związane z jachtem „Azimuth” i firmą „Men of Sea” z Krakowa. Śpieszę wyjaśnić. Spotykając się Svalbardzie w porcie, na kotwicowiskach, pomagając sobie wzajemnie w różnych sytuacjach poznaliśmy się bliżej. Mamy podobny sposób patrzenia na świat, Arktykę, uzupełniamy się w swoich umiejętnościach. Wszyscy marzyliśmy o opłynięciu Svalbardu i czekaliśmy na okazję, możliwość realizacji marzeń. Skoro łączy nas Arktyka naturalnym się stało, że postanowiliśmy połączyć siły.
Wracając do wyprawy: covid przewrócił wszystko do góry nogami. Od marca gotowi na wypłynięcie ze Szczecina na Svalbard czekaliśmy na rozwój sytuacji. Cóż z tego, że jacht ze stałą załogą dotrze do Norwegii i na Svalbard kiedy uczestnicy poszczególnych etapów takiej możliwości nie mają! Na początku lipca byliśmy już pogodzeni z koniecznością pozostania w kraju. Informacja o otworzeniu granic, braku kwarantanny w Norwegii mobilizuje. Wznowiliśmy rozmowy z Gubernatorem Svalbardu, dostaliśmy wstępną zgodę, trzeba było jeszcze uzupełnić nasz wniosek o procedury covidowe. „Walka” z urzędnikami trwała, norweskie wytyczne nie są dla żeglarzy jednoznaczne, brak wzorców. Wymykamy się im z szablonu, rozpatrzenie wniosku i ostateczna decyzja przeciąga się. Mimo to jacht ze Szczecina wypływa 22 lipca. Na Svalbard dociera 09 sierpnia. 12 sierpnia Andrzej wraca do Polski, a na jachcie zastępuje go Marek. Termin rozpoczęcia ostatniego etapu wyprawy ustalamy na 04 – 07 września 2020. Wylot grupy do Longyerbyen nie jest sztywno ustalony. Zaczyna się ponowne wprowadzanie kwarantanny dla wjeżdżających do Norwegii. Dla nas szczęśliwie Norwedzy ogłaszają swoje czerwone listy z kilkudniowym wyprzedzeniem. Siedzieliśmy jak na rozżarzonych węglach gotowi złapać bagaż i przedostawać się do kraju fiordów. Najlepsze połączenia lotnicze były z Berlina. Niemcy musieliśmy opuścić najpóźniej 28 sierpnia . Tego dnia dla nas rozpoczęła się nasza przygoda. Marek czekał na jachcie. Wieczorem 28 sierpnia zameldowaliśmy się w hotelu w Gardermoen, z terminem opuszczenia go 2 września, bo w ten dzień mamy lot do Longyerbyen. Tu jest zdecydowanie taniej. 1 pokój, który nam służył za sypialnię, biuro, bawialnię. Integracja na całego. Emocje nieco opadły, czas jakby spowolnił. 2 września ruszamy dalej. Raniutko wylatujemy z Oslo do Tromso, 6 godzin czekania w Tromso i już ten najważniejszy lot. Dopiero tu, w Tromso następuje weryfikacja kto skąd przylatuje i czy musi odbyć kwarantannę. Przechodzimy odprawę bez problemów. Jeszcze niespełna 3 godziny i Longyerbyen. Mnie jak zawsze ogarnia szczególne wzruszenie gdy koła samolotu dotykają płyty lotniska na Svalvardzie. Jakbym wracała do domu. Arktykę pokochałam całym sercem. Jacht jeszcze w drodze, kończy etap z poprzednią grupą. Dwie ostatnie noce na lądzie. Następne będą już pachniały jachtem, kołysały falą. Zanim wypłyniemy przegląd prowiantu, zakupy, tankowanie paliwa i wody. Jesteśmy już zgraną grupą, wszystko sprawnie załatwione, humory dopisują. Pogoda zapowiada się mniej fajnie ale co tam. Nocą rzucamy cumy i żegnamy się z Longyerbyen. Ny Alesund - ostatnie miejsce z ludźmi mijamy bez zawijania. Im bardziej na północ tym rzadziej odzywa się radio, aż milknie całkowicie. Jesteśmy sami. Jedyny i ograniczony kontakt to Iridium.

2. Wyprawa
04/05/06.09.2020 Od wyjścia z Longyerbyen wokół tylko woda. Wiatr tężeje, fala rośnie. Kierunek wiatru z północy więc idziemy na silniku. Kiwa i nie jest przyjemnie. Po około półtorej doby przywykamy do huśtawki. Płynięcie pod żaglami (o ile się daje) znacznie uprzyjemnia żeglugę. Coraz bardziej oddalamy się na północ. Za nami zwyczajowo odwiedzane miejsca na Svalbardzie, przed nami te, gdzie było niewielu lub nikt. Dopływamy wysp do Sjuøyane, zwanych Siedmioma Wyspami. To najbardziej na północ położona część Svalbardu, taki mini archipelag. My dopływamy do wyspy Phippsøya. Wita nas kilka stad morsów. Duża grupa leży na plaży. Poszczególne stada morsów okrążają jacht, bacznie przyglądają się naszym manewrom. Są ciekawskie i coraz odważniejsze. Podpływają na 2-3 metry, nurkują by po chwili wynurzyć się przy samej rufie. Pozują do zdjęć. Marek zachwycony „modelami”. Mam wrażenie, że gdybym wyciągnęła rękę to by podpłynęły i dały się pogłaskać. Ale to dzikie zwierzęta i niech takimi pozostaną. Przyzwyczajanie ich do ludzi może im tylko zaszkodzić. Poza tym jeszcze bezpieczeństwo jachtu, wolałabym by kły morsa, nawet najbardziej pokojowo usposobionego nie oparły się o jacht. Lądowanie na wyspie nie należy do prostych. Przybój, kamienisty brzeg, na który są wyrzucone zwały zielska. Jedyna dogodna plaża jest zajęta przez morsy. Odwiedzamy chatkę „ratunkową” zbudowaną w 1937 r. Maleńkie pomieszczenie z piecykiem tzw. kozą, stolik z desek i 2 „łóżka” piętrowe też z desek. Węgiel i drewno do kozy ułożone w przedsionku. Lampa naftowa, nafta, zapałki, karty do gry, notatnik w którym pozostawiają swoje wpisy odwiedzający. Ostatni jest pracowników gubernatora z 2018 r. I tyle. Żadnego garnka, łyżki, puszek, suchego prowiantu. Ale informacja gubernatora, że w razie co można w tym domku przetrwać jest. Ciekawe jak? Po kilku godzinach spędzonych w towarzystwie ciekawskich grubasów, żegnani ich fuknięciami opuszczamy zaciszną zatokę. To był ostatni ląd.
07.09.2020 Ponownie fala, wiatr, zimno. Tam gdzie dostaje się woda – już przymarza. Jest ok. -2°C. Im bliżej 82° tym przyjemniejsza żegluga bo fala długa, choć jest mglisto i zimno. Na tej szerokości nie ma jeszcze nocy. Jest szarówka ale widoczność dość dobra. Mile jedna za drugą zostają w tyle. W planach mamy osiągnięcie granicy lodu. Godzina 22:45 - przekroczyliśmy pod żaglami w drodze w stronę bieguna 82°37'N szerokości północnej, pokonując tym samym dotychczasowy rekord świata w żegludze jachtem na północ ustanowiony w 2015 r.
08.09.2020 Godzina 16:45 dopływamy do 84°17′31″N, 29°52′74″E Żadna polska załoga tak daleko jeszcze nie była. Przekazujemy informację na ląd. Iridium pika anonsując kolejne wiadomości z gratulacjami. Zaczyna do nas docierać, że osiągnęliśmy coś fajnego. Znajdujemy się bardzo daleko na północ, absolutne zero spotkania z jakimkolwiek statkiem. Jedynymi towarzyszami były mewy. Dookoła w miarę drobna kra ale konsystencja wody jak zamarzająca galareta. Zawracamy. Wysoka ale długa fala utrzymuje się do ok. 80° . To jakby jakaś magiczna granica za którą tężeje wiatr, fala jest wyższa i krótsza. Awaria bomu (ok. metr od noka pęka i się skręca) zmusza nas do refowania grota. Andrzej przekłada topenantę, zabezpieczając bom i jednocześnie umożliwiając korzystanie z grota w choćby ograniczonym zakresie. Zmieniamy genuę na foka i gonimy na południe.
10.09.2020 ok. 10:00 ukazuje nam się wyspa Kvitøya, zwana także Wyspą Białą. Jest to najdalej na wschód wysunięta wyspa Svalbardu i całej Norwegii. Zaledwie 62 km dalej na wschód znajduje się mała Wyspa Victorii, należąca już do terytorium Rosji. Kvitøya to jeden wielki lodowiec, z niewielkim fragmentem odsłoniętego lądu. Na cyplu jest ustawiony maszt automatycznej stacji meteo. Pogoda o dziwo wymarzona, morze spokojniejsze, słońce. Bajka. Manewrujemy pomiędzy growlerami i zbliżamy się na 5 kabli do wyspy. Słychać jak gdzieś pęka lód. Czoło lodowca jest pełne zatoczek, jaskiń, tuneli. Widać też miejsca już wolne od lodu. Wyszukujemy dogodną zatokę, która umożliwia lądowanie. Andrzej zostaje na jachcie, reszta zamierza zdobyć lodowy jęzor spływający łagodnie do zatoki. Wspinając się po lodowcu silny wiatr wieje nam w twarz. Zupełnie nie odczuwalny na dole. To daje nam wyobrażenie jak nagłe i silne mogą być wiatry katabatyczne. Inne spostrzeżenie: w „kanionie” lodowca płynie wartki i całkiem spory strumień. Markowi wpada osłona obiektywu i chce ją wyłowić. Jakież jest nasze zaskoczenie, gdy się okazuje, że natychmiast wmarza ona w cienki lód przy samej powierzchni wody. Kilka godzin na lądzie pełne wrażeń, widoków trudnych do opisania i z pewnością trudnych do zapomnienia. Marek dokumentuje naszą włóczęgę, jacht, robi fotodokumentację dla geologów. Tak jak w innych częściach Svalbardu tak i tu spotykamy dużo drewna dryftowego, wyrzucone sieci, liny, plastikowe beczki. Są też ślady po gniazdowaniu ptaków, resztki futra niedźwiedzia, jego ślady, czyjeś wielkie kości. Może wieloryba? A może to lodowiec odsłonił jakieś pradawne fragmenty szkieletu? Druga opcja bardziej ekscytująca i w taką możemy sobie na własny użytek wierzyć. Ostatecznie wizyta na tej pięknej wyspie dobiega końca. Kvitøya ma swoją nieco ponurą historię. Na niej właśnie, niedaleko miejsca naszego lądowania śmierć ponieśli członkowie wyprawy balonowej na biegun północny zorganizowanej przez Salomona Augusta Andrée w 1897. Ciała podróżników odnaleziono dopiero podczas wyprawy norweskiego statku Bratvaag, 6 sierpnia 1930 r.
10/11.09.2020 Norvargodden to cypel i najbardziej na północ wysunięty punkt wyspy Storøya (inaczej Wielka Wyspa), za nim, w zatoce kotwiczymy, Marek z Andrzejem robią krótki wypad na ląd. Tu spędzamy nieco okrojoną czasowo noc. Wachty kotwiczne urozmaicone odwiedzinami morsów. Grupki po kilka osobników podpływają, obserwują chwilę i znikają. Te morsy nie są tak towarzyskie jak ich pobratymcy przy Phippsøyi.
11/12.09.2020 O świcie ruszamy w stronę Kapp Laura. To cypel po wschodniej stronie Nordaustlandet noszący imię Laury Albertini, matki włoskiego lidera wyprawy Giovanniego Albertiniego. Wyspa Storøya znajduje się około pięciu mil morskich na wschód od północno-wschodniego wybrzeża, oddzielona od Nordaustlandet cieśniną Storøysundet. Niestety Kapp otoczony gęstą mgłą musi pozostać za rufą. Kierujemy się w stronę Austfonny mijając grupę wysp Ississojane . Z mgły wyłania się Austfonna – największy lodowiec Europy, zajmujący powierzchnię 8,2 tys. km lub trzeci po czapie lodowej wyspy Severny Island w Novaya Zemlya w Rosji i Vatnajökull na Islandii. Zależy od źródła pozyskania informacji. Nie ma to znaczenia. Austfonna jest potężna a jej surowe piękno zapiera dech. Słychać pomruki, jakby gdzieś w oddali przetaczał się pociąg. Kolory to osobna magia. Od bieli przez seledyn i błękit z pasmami niebieskiego, po brunatne ślady gleby. Lodowiec „żyje” cieląc się, spotykamy góry lodowe, spore growlery, dużo paku lodowego. Mgła naprzemiennie siada i się podnosi. W między czasie na szwie puszcza genua. Zrzucamy. Będzie szycie. Ale to później, teraz wpływamy do Hardbukta, podpływamy do ściany lodowca i poddajemy się magii. Film nakręcony z drona ukazuje potęgę i surowe piękno lodowca. Chcieliśmy zakotwiczyć w okolicach Kapp Mohn ale tu pełno lodu i przeciskając się pomiędzy krami płyniemy w kierunku ściany Brasilbreen, latem z wodospadami tworzonymi przez topniejący lodowiec. Tym razem warunki do podziwiania wymarzone. Kręcimy się pomiędzy lodowymi górami podziwiając kolory i kształty. Coś absolutnie niewiarygodnego, nie do opisania. To po prostu trzeba zobaczyć. Miejscami widać bardzo wyraźną kolorystyczną granicę na wodzie. Od strony lodowca na kilkaset metrów w morze woda jest brązowa. Zetknięcie z zielonkawą wodą morską jest bardzo wyraźne. Od tygodnia jesteśmy w morzu i od tygodnia nie spotkaliśmy ani jednego statku, nawet na radarze nie ma śladu. Uświadamiamy sobie, że rejony gdzie się zapuściliśmy są dzikie, dziewicze. Na zachodzie kilometry lodowca, na wschód ocean i za nim Rosja. Jakby na potwierdzenie wyławiamy wielki odbijacz z ledwo widocznym napisem cyrylicą. Lodowa ściana wybrzeża będzie nam towarzyszyła całą dobę w naszej podróży na południe. Takie to wielkie. Barentsøya w Sundbukta, nasz kolejny przystanek w osłoniętej od wiatru zatoce. Wyspa nazwana na cześć Barentsa zajmuje powierzchnię 1288 km², z czego 558 km² stanowią lodowce. Kolejny trekking. Góry na lądzie już oprószone pierwszym tegorocznym śniegiem, odmienne od svalbardowego standardu, przypominają bardziej islandzkie. Przepływamy do Anderssonbukta. Taki pozornie leniwy wieczór i noc. Z wachtami kotwicznymi, obserwacją lądu i wody. Czyli standard.
13.09.2020 Po śniadaniu męski trekking, Iwona odsypia, ja zostaję na wachcie kotwicznej. Zauważam idące dwa niedźwiedzie, matkę z młodym. Szczęśliwie są w innym sektorze wyspy niż nasi panowie. W razie co mają broń choć to ostateczność. Stanie na kotwicy dopinguje mnie do „zabawy” w kambuzie. Jak niedziela to niedziela. Czas na dalszą drogę. Cel to Edgeøya. Trzecia co do wielkości wyspa Svalbardu stanowi rezerwat przyrody. Spotkać tu można niedźwiedzie polarne i renifery. Ponad 40% powierzchni wyspy (2102 km² z 5074 km² ) pokryta jest lodowcami. Wyspa nazwana została na cześć Thomasa Edge'a (zm. 1624), angielskiego handlarza i wielorybnika. Storfjorden – Wielki Fiord (Storfjorden był historycznie znany jako Wybe Jans Water, nazwany na cześć fryzyjskiego wielorybnika Wybe Jansz van Stavoren. Fiord został po raz pierwszy oznaczony jako taki w 1620 r.) przyciągnął humbaki. Są 4 pary polujące. Widać jak stawiają zaporę z bąbli powietrza. Gdybyśmy nie zauważyli śladów bąbli na wodzie, miejsce gdzie wynurzą się wieloryby wskazują mewy. Całe stada siedzą na wodzie i czekają na to co zostawią olbrzymy. Spędzamy z nimi kilka godzin zachwyceni ich pięknem i zwinnością. Piękne zdjęcia Marka są okupione przeziębieniem. Andrzej podpływa bardzo blisko ku naszej uciesze choć to nie zawsze dobre kadry dla Marka. Stada mew robią krąg wokół jachtu i bacznie nam się przyglądają. Zadzierają łepki i wyraźnie na coś czekają. Jesteśmy dla nich czymś na kształt wieloryba i ku ich zdziwieniu się nie zanurzamy? Poza humbakami jeszcze jedna atrakcja: zagadało radio, pokazała się na chwilę łączność i był możliwy kontakt z bliskimi, znajomymi. Tym razem osobiste gratulacje i wchodzące smsy lekko oszałamiają. Nie umiem odpowiedzieć na pytanie jak było poza jednym słowem: cudnie. Jeszcze za szybko, za świeżo, jeszcze nie dociera że stało się, daliśmy radę. Wpływamy do osłoniętej od trzech stron lądem zatoki Rossebukta. Wypad na ląd, przygotowanie się do opuszczenia na kilka dni okolic z lądem.
14.09.2020 Kurs na Hopen czyli Wyspę Nadziei ze stacją radiową i czterema pracownikami. Z ciekawości chcemy ich odwiedzić. Pogodowo możemy sobie na to pozwolić. Ok. 18:00 awaria steru, nie stoi na zero więc możemy kręcić kółka. Kotwica i burza mózgów. Fala spora, szybko robi się ciemno i już dzisiaj niczego się nie wymyśli i nie zrobi. Jutro ma być spokojniej.
15/16.09.2020 Kolejny raz prognoza mija się ze stanem faktycznym, wieje i jest fala. Uspokaja się dopiero ok. południa. Prace z awaryjnym sterowaniem nabierają tempa, chcemy ruszyć przed ciemnością. Pytanie jak w praktyce sprawdzi się to co panowie wymyślili. Wychylenie steru ma kompensować dryfkotwa rzucona przy burcie i silnik przyczepny na rufie. Mankament taki, że ktoś musi cały czas siedzieć przy nim z UKFką. Ruszamy. Oczywiście zmiana planów i rezygnujemy z Hopen. Wracamy na północ do Russebukta. 30 Mm pokonujemy w 14 godzin ale udaje się uciec przed sztormem. Czas na kotwicy Panowie wykorzystują na budowę awaryjnego steru. Zamiłowanie Andrzeja do wożenia narzędzi wszelakich okazuje się zbawienne. Panie robią przegląd prowiantu, żelazny zapas wody (bo już na to czas). Poza tym normalne życie pokładowe.
17.09.2020 Próby z awaryjnym sterem, jako dodatkowe wspomaganie powstała konstrukcja do utrzymania dryfkotwy w pewnej odległości przy burcie, silnik na rufie ustawiony tak by pracował jak ster strumieniowy. Zimny wiatr i deszcz. Chłopaki przemoczone, zziębnięte. Prosty termofor okazuje się być wielce przydatny. Porządny obiad i opuszczamy zatokę. Co ma być to będzie. Przed nami trudny odcinek przez ocean bez możliwości schronienia się. Będziemy sami, tu nikt nie pływa. Radio milczy. Wyciskamy 4 węzły.
18. 09.2020 Jacht w miarę sprawnie płynie i utrzymujemy prędkość. Fala duża i duże obciążenia na naszą konstrukcję z drewna. Zbliżamy się do południowego przylądka Spicbergenu gdzie zetrą się dwa prądy: zimny płynący z północy na południe i ciepły płynący odwrotnie. Przed okrążeniem przylądka zapada decyzja podniesienia steru i oględzin. Konieczna jest naprawa i poprawa mocowania. 5 godzin w dryfie, z tego 3 godziny walki na rufie w deszczu, wietrze w porywach 30 węzłów, 3 metrową falą zalewającą po kolana. Moje zadanie to przygotować super posiłek, Iwona jak zawodowa barmanka wydaje herbaty na rozgrzewkę. Odwiedzają nas delfiny. W normalnych warunkach byśmy się nimi zachwycali. 21:30 ruszamy. Do niedzieli musimy zdążyć do Longyerbyen. Od poniedziałku pogodowy kocioł.
19.09.2020 Nadal płyniemy o własnych siłach. Pogodowo mało fajnie, fala duża ale nikogo to od dawna nie rusza. Kambuz mniej wydajny bo gary tańczą niemiłosiernie. Na południowym cyplu archipelagu spotykamy pierwszy statek od czasu rozpoczęcia wyprawy. To statek ochrony wybrzeża k/v Barentshavn. W jego towarzystwie płyniemy do Longyerbyen. Jakoś raźniej.
20.09.2020 g. 15:10 Longyerbyen, Słowa Andrzeja „tak stoimy” kończą ekspedycję. Samo cumowanie ciekawe, bo w ramach szkolenia motorówki z Barentshavn „dostawiają” nas do kei, odbierają nam cumy, filmują sobie wszystko i przy okazji naszą super konstrukcję steru awaryjnego. Wizytujemy się na pozycji keja – trap bo covid. Grzeczności, upominki i wzajemnie miłe wspomnienia. Zapewne jeszcze nie jeden raz spotkamy się z Barentshavn i jego miłą załogą w okolicy Svalbardu.

3. Powrót
20.09 – 01.10.2020 Pierwsze dwa dni to przede wszystkim klar na jachcie, tankowanie wody, pranie, odsypianie i ustalanie co dalej. Mamy mało sprawny ster, a do Tromso daleko przez już sztormowe morze. Jacek i Marek muszą wracać do kraju, więc od tej chwili wszystko spoczywa na naszej czwórce: Andrzej, Paweł, Iwona i Halina. Uruchamiamy sieć życzliwych nam osób i docieramy do Polaków od lat mieszkających i pracujących w Longier. Przypadkiem będąc w sklepie „wyłapujemy” przesympatycznego operatora dużego dźwigu – Gracjana, który uzgadnia ze swoim szefem, że może nam w razie co pomóc sprzętowo. Poza Gracjanem ogromne wsparcie mamy od Sebastiana, Chrisa, Rysia i jego przyjaciela Rafała. Andrzej i Paweł robią rekonesans po okolicznych placach przyfirmowych i mają materiał do budowy „profesjonalnego” awaryjnego steru. Trwa spawanie, skręcanie. Próby wypadły pomyślnie. Teraz tylko czekamy na pogodowe okienko. Tu duże wsparcie Marka i Grzesia Szcześniaka, którzy przez całą drogę powrotną otaczają nas meteorologiczną opieką.
01 – 05.10.2020 Morze Barentsa jesienią do łagodnych nie należy i takie też oblicze nam prezentuje przez pierwsze dwie doby. Prognozy nie sprawdzają się. Fala ok. 2m i wiatr z południa. Jednoczesne sterowanie sterem zasadniczym i awaryjnym jest dość skomplikowane więc Andrzej i Paweł zmieniają się co 2 godziny walcząc o każdą milę. Od trzeciego dnia fala siada, robi się nawet przyjemnie. Wchodzimy z Iwoną do grafika wachtowego i odciążamy nieco panów. Ostatni dzień i ostatnie 40 Mm do wejścia w fiord Hamrefjorden to ponownie fala i wiatr SE. Już w fiordzie zrzucamy żagle, dalsza droga na silniku. Kierujemy się na światła latarni Torsvaag. Fiord wita nas zorzą polarną, mocną, tańczącą. Nocą, mijając oświetlone miejscowości przycupnięte u podnóża gór pokonujemy trasę do Tromso. Nieco dziwne uczucie po tylu tygodniach w otoczeniu wody zobaczyć taką ilość świateł oznaczających, że tu są ludzie. Ok. godziny 04:30 już 06 października dochodzimy do pomostu Go-Mariny w Tromso, cumowanie. Tym razem „tak stoimy” oznacza faktyczne zakończenie naszego rejsu. Jacht zostanie tu na zimowanie, my wracamy.

4. Zakończenie:
Czytający moją relację mogą odnieść wrażenie, że zorganizowanie i przebieg wyprawy był łatwy, pogoda łaskawa. Ot taki żeglarski spacerek. Codzienne zapiski pozwoliły na zachowanie chronologii oraz są sumą moich zapamiętanych wrażeń z danego dnia czy miejsca. To jest to co pozostanie w pamięci. Każdy z nas wyprawę zapamięta inaczej, zatrą się chwile trudne, do miłych będziemy się uśmiechać. Wymyślenie sobie żeglarskiego celu to jedno, a jego realizacja to rzecz odmienna. Przygotowania lądowe są żmudne. Zdobywanie informacji o rejonie, analiza map lodowych i pogodowych z kilku ostatnich lat by oszacować co może nas spotkać. Techniczne przygotowanie jachtu, rozłożenie zużycia paliwa i wody słodkiej tak by starczyło na całą trasę. Prowiant, apteczka, ubezpieczenie, pozwolenia. To ogrom pracy do wykonania. Podczas płynięcia walka z własnymi słabościami i żywiołem. Ocean B jest jachtem wygodnym, ciepłym, można powiedzieć komfortowym dla żeglarzy. A mimo to kubek gorącej herbaty był luksusem gdy wysoka na 2 - 3 m fala miota wszystkim, pokład ucieka w dzikim tańcu, zimny wiatr gwiżdże i wdziera się każdym zakamarkiem. Jaki był to wiatr świadczy uszkodzenie bomu, podarty żagiel. Dla nas poważna awaria bo w sposób znaczący ograniczająca możliwość używania naszego napędu. Awaria steru to dramatyczne godziny, dzięki wiedzy i umiejętnościom Andrzeja, Pawła i Jacka zamienione w sytuację niezwykle trudną wymagającą od nich ogromnej odporności fizycznej. W wyprawę jest wkalkulowane ryzyko. Wody nieznane, brak map itd. Musieliśmy na bieżąco korygować trasę, dostosowywać ją do tego co się dzieje z jachtem i na co nam pozwala natura. Płynąc na północ wiedzieliśmy, że fala i wiatr będą bardzo niebezpieczne w połączeniu z krą. Nieomal bezustanna mgła, padający śnieg wymagały od wacht nawigacyjnych szczególnej uwagi. Temperatury już minusowe i wilgoć to kłopoty z włożeniem korby do kabestanów, sztywne liny. Płynięcie na południe od wschodniej strony Svalbardu to mgła, mgła i mgła. Co prawda nieco spokojniejsze morze ale pełne kry, growlerów. Lawirowanie, przepychanie się byle do czystej wody. Żagle w górę, żagle w dół. Do znudzenia. Deszcz i śnieg. Oczywiście było też nieco słońca, ciszy. Dla nas szczęśliwie w tych momentach gdy mogliśmy podziwiać piękno Arktyki i jej mieszkańców. By zachować ich piękno dla nas wszystkich to przemarznięty Marek, który fotografował i filmował. Każda osoba na pokładzie miała swoje zadanie do wykonania i wiedziała, że pozostali muszą na niej polegać. Naturalnie nie tylko walką z żywiołem żyliśmy. Na jachcie jest całkiem spora biblioteka, a jedna z pozycji dostarczyła nam wielu wybuchów śmiechu. Ba, stała się nawet inspiracją do tworzenia nowych i zaskakujących definicji rzeczy i zjawisk różnych. Oczywiście jak to w rejsach bywa, były i salwy śmiechu wywoływane komizmem sytuacyjnym. W kraju pozostało jeszcze dwoje uczestników rejsu: Małgorzata Rajtar stanowiła nasze lądowe wsparcie, była jedynym łącznikiem pomiędzy nami a światem, była naszym zabezpieczeniem gdyby była potrzebna pomoc. Na Gosi spoczywała cała papierologia podczas organizowania wyprawy. Praca ważna, odpowiedzialna i mało wdzięczna bo pozostająca w cieniu. Dziękujemy Ci Gosiu. Kontakt z Tobą to były te ciepłe słowa z lądu dodające otuchy i na które czekaliśmy. Piotr Lubelski wspierał nas od strony meteorologicznej i sytuacji lodowej. Wyprawa zaczęła się w Szczecinie, zakończyła w Longyerbyen. 5058 Mm. Doliczając powrót do Tromso to razem 5800 Mm (z tego ponad 900 Mm na awaryjnym sterowaniu). Zrealizowaliśmy w 100% to co zamierzaliśmy. Zebraliśmy materiał fotograficzny i filmowy dla geologów. Po wyprawie mamy ogromną satysfakcję, poczucie spełnionego marzenia i w pamięci piękno surowej Arktyki. Jedna z naszych „Oceanowych” najważniejszych zasad działania bezpieczne pływanie, mimo kilku awarii, także zrealizowane. Wiedza techniczna Andrzeja wystawiona była na naprawdę ciężką próbę. Paweł i Jacek w trudnej sytuacji byli bardzo sprawnymi technicznie załogantami. Rzetelne przygotowanie jachtu do takiej wyprawy okazało się bezcenne. Chciałam wyjątkowo gorąco podziękować Andrzejowi, który uznał, że nie będę pasażerem w całej wyprawie i miałam w niej swój malutki udział. Jacku i Pawle, Wam dziękuję za Wasze poświęcenie, poczucie bezpieczeństwa, Wasz humor. Markowi dziękuję za ciepłe słowa, masę pięknych zdjęć, lądową ochronę na trekkingach i dużo cierpliwości do mojego „daleko jeszcze?”. Iwonko, wachty z Tobą były przyjemnością i mam nadzieję na jeszcze wiele wspólnych rejsów. Wszystkim osobom, które nam kibicowały serdecznie dziękuję za wsparcie.

PS dla Forumowiczów: zdjęcia będę wrzucać osobno, cały czas trwa przeglądanie i selekcja.

_________________
Jestem w tym wieku, że milczę gdy ktoś opowiada głupoty.
Szkoda mi czasu na walkę z idiotami.
Hania - Halina - Inka



Za ten post autor Hania otrzymał podziękowania - 15: Andrzej Rachwał, Aucuba, bury_kocur, Colonel, Juziu, Kapitan Kwak, Maar, MarekSCO, mkonst, tomasz piasecki, Wojciech, Wojtek Bartoszyński, Wojtek od Maryśki, Wrona, Zbieraj
Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: 9 paź 2020, o 17:58 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 13 lut 2009, o 08:43
Posty: 9031
Lokalizacja: ....zewsząd
Podziękował : 4912
Otrzymał podziękowań: 2033
Uprawnienia żeglarskie: prawo człowieka wolnego
Super!!!!

Wysłane z mojego SM-G930F przy użyciu Tapatalka

_________________
Jestem tylko szarym człowiekiem
www.armator-i-skipper.pl


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: 10 paź 2020, o 13:56 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2013, o 16:44
Posty: 1646
Lokalizacja: Szczecin
Podziękował : 237
Otrzymał podziękowań: 907
Uprawnienia żeglarskie: KJ
Załącznik:
OCEAN B2-a.jpg
OCEAN B2-a.jpg [ 305.17 KiB | Przeglądane 881 razy ]

Obiecałam zdjęcia, więc będę wrzucać z ich krótkim opisem. Te zdjęcie mnie osobiście najbardziej będzie się kojarzyło z naszą wyprawą. Piękno otoczenia, jacht, samotność.
Ktoś zapyta czy oparliśmy się dziobem o stały lód na Północy. Nie, tak nie było. Im dalej na Północ woda gęstniała, aż była konsystencji galarety. Uznaliśmy, że dalsze płynięcie zaczyna być ryzykowne dla jachtu. Dzisiaj wiemy, że pokonywanie tego typu wód wymaga nieco innego technicznego przygotowania. Trzeba też zrozumieć, że nasza wyprawa była organizowana bez rozgłosu, sponsorów itp czyli ew. "grup nacisku" gdyby była nam potrzebna pomoc. My byliśmy zdani naprawdę sami na siebie.

_________________
Jestem w tym wieku, że milczę gdy ktoś opowiada głupoty.
Szkoda mi czasu na walkę z idiotami.
Hania - Halina - Inka



Za ten post autor Hania otrzymał podziękowania - 8: Colonel, Kris3k, Kurczak, mancunian, MarekSCO, Marian J., Marian Strzelecki, Wojtek od Maryśki
Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: 10 paź 2020, o 14:12 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2013, o 16:44
Posty: 1646
Lokalizacja: Szczecin
Podziękował : 237
Otrzymał podziękowań: 907
Uprawnienia żeglarskie: KJ
Załącznik:
Trasa 2020 a.jpg
Trasa 2020 a.jpg [ 109.83 KiB | Przeglądane 879 razy ]

Załącznik:
daleka północ a.jpg
daleka północ a.jpg [ 163.96 KiB | Przeglądane 879 razy ]


Zobrazowanie graficzne chyba bardziej przemawia jak opis.

_________________
Jestem w tym wieku, że milczę gdy ktoś opowiada głupoty.
Szkoda mi czasu na walkę z idiotami.
Hania - Halina - Inka



Za ten post autor Hania otrzymał podziękowania - 4: Andrzej Rachwał, MarekSCO, Marian J., Wojtek od Maryśki
Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: 11 paź 2020, o 20:27 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 9 gru 2012, o 16:48
Posty: 2823
Lokalizacja: Gdańsk
Podziękował : 505
Otrzymał podziękowań: 828
Uprawnienia żeglarskie: wystarczające
Hania napisał(a):
wyspy Severny Island w Novaya Zemlya w Rosji

Przepraszam, że się pierdoły czepiam, ale... jakoś mnie razi "Island" w połączeniu z Siewiernyj. Jak już to "ostrow" (czy "ostrov"), ale nie lepiej po prostu Wyspa Północna w archipelagu Nowej Ziemi? No i zapis nie odpowiada ani polskiej transliteracji (Novaja Zemlja, Severnyj ostrov) ani transkrypcji (Nowaja Ziemla, Siewiernyj ostrow). Przepraszam. :oops:

_________________

***********************************************
* Gdyby wszyscy byli bogaci nikt nie chciałby wiosłować *
***********************************************



Za ten post autor Wojtek Bartoszyński otrzymał podziękowanie od: burbon
Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: 11 paź 2020, o 22:42 

Dołączył(a): 23 gru 2018, o 23:34
Posty: 149
Podziękował : 46
Otrzymał podziękowań: 57
Uprawnienia żeglarskie: brak
to zdjęcie z góry, to jest coś pięknego. Mogę poprosić w lepszej rozdzielczości, to sobie tapetę w laptopie zmienię.

Videoblog z takiej wyprawy byłby niesamowicie ciekawy. Ludzie nagrywający swoje rejsy od wyspy do wyspy na karaibach zostają gwiazdami na YT. Taka wyprawa wypuszczona w odcinkach...


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: 12 paź 2020, o 14:52 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2013, o 16:44
Posty: 1646
Lokalizacja: Szczecin
Podziękował : 237
Otrzymał podziękowań: 907
Uprawnienia żeglarskie: KJ
Wojtku, nawet się nie zastanawiałam nad nazwą i pisownią. Wzięłam ją z Wiki i tyle.
Co do YT i relacji to chyba musielibyśmy kręcić na bieżąco, tam na jachcie, a to raczej niemożliwe. Przynajmniej nie wyobrażam sobie. I przyznam szczerze nie oglądam takich.

_________________
Jestem w tym wieku, że milczę gdy ktoś opowiada głupoty.
Szkoda mi czasu na walkę z idiotami.
Hania - Halina - Inka


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: 12 paź 2020, o 20:57 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 9 sie 2010, o 05:58
Posty: 2603
Podziękował : 338
Otrzymał podziękowań: 589
Uprawnienia żeglarskie: sternik jachtowy
mancunian napisał(a):
to zdjęcie z góry, to jest coś pięknego.
Jakby lecieli w kosmosie między gwiazdami.


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: 13 paź 2020, o 07:21 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 9 gru 2012, o 16:48
Posty: 2823
Lokalizacja: Gdańsk
Podziękował : 505
Otrzymał podziękowań: 828
Uprawnienia żeglarskie: wystarczające
Hania napisał(a):
Wojtku, nawet się nie zastanawiałam nad nazwą i pisownią. Wzięłam ją z Wiki i tyle.
W sensie, że z Wikipedii? To czemu akurat z anglojęzycznej, a nie polsko czy rosyjsko? :roll: Za chwilę będę gdzieś czytał, że po odcumowaniu ze "Spichrzów Island" płynęliśmy "Martwa Wisła River" (albo i "Dead Wisła River"), a potem minęliśmy "Hel Peninsula", by "Gulf of Gdańsk" opuścić mijając "Cape Rozewie"... :rotfl: :roll:

_________________

***********************************************
* Gdyby wszyscy byli bogaci nikt nie chciałby wiosłować *
***********************************************


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: 13 paź 2020, o 08:43 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 13 lut 2009, o 08:43
Posty: 9031
Lokalizacja: ....zewsząd
Podziękował : 4912
Otrzymał podziękowań: 2033
Uprawnienia żeglarskie: prawo człowieka wolnego
Otworzylem polską WikiObrazek

Wysłane z mojego SM-G930F przy użyciu Tapatalka

_________________
Jestem tylko szarym człowiekiem
www.armator-i-skipper.pl


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: 13 paź 2020, o 10:12 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 10 sie 2009, o 15:04
Posty: 13837
Lokalizacja: Stara Praga
Podziękował : 581
Otrzymał podziękowań: 4897
Colonel napisał(a):
Otworzylem polską Wiki
...i zamiast na nią patrzeć, kliknąłeś Russian translation of en:Image:Novaya Zemlya.svg
Źle Ci było?:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Nowa_Ziemia
Mnie, podobnie jak Wojtka, irytuje wszechobecna dzisiaj angielska transkrypcja rosyjskich nazw...
Jak tak dalej pójdzie, to będziemy oglądać movie ""Tshlovek s marmooroo" by Andshey Vaydah. :roll:

_________________
Pozdrawiam
Janusz Zbierajewski



Za ten post autor Zbieraj otrzymał podziękowania - 4: burbon, reed, tomasz piasecki, WhiteWhale
Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: 13 paź 2020, o 14:40 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 13 lut 2009, o 08:43
Posty: 9031
Lokalizacja: ....zewsząd
Podziękował : 4912
Otrzymał podziękowań: 2033
Uprawnienia żeglarskie: prawo człowieka wolnego
Mnie denerwuje to samo. A niczego nie kliknąłem, popatrzylem i zrobilem zrzut ekranu.

Wysłane z mojego SM-G930F przy użyciu Tapatalka

_________________
Jestem tylko szarym człowiekiem
www.armator-i-skipper.pl


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: 15 paź 2020, o 14:53 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 9 gru 2012, o 16:48
Posty: 2823
Lokalizacja: Gdańsk
Podziękował : 505
Otrzymał podziękowań: 828
Uprawnienia żeglarskie: wystarczające
Zbieraj napisał(a):
Jak tak dalej pójdzie, to będziemy oglądać movie ""Tshlovek s marmooroo" by Andshey Vaydah.

Oraz będziemy czytać utwory autorstwa pewnego Białorusina o częściowo tatarskim pochodzeniu, piszącego po polsku że jest Litwinem, co nie przeszkadzało mu uważać się za Polaka, a uznanego za "narodowego wieszcza" o nazwisku Mitskevich... :-|

PS: Kostyushko, Ozheshkova, Sklodovska-Kyuri, Malysh, Tokarchuk, Svontek, Kachin'sky... tylko Sasin zostanie Sasinem... :roll:

_________________

***********************************************
* Gdyby wszyscy byli bogaci nikt nie chciałby wiosłować *
***********************************************


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: 15 paź 2020, o 15:54 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 10 sie 2009, o 15:04
Posty: 13837
Lokalizacja: Stara Praga
Podziękował : 581
Otrzymał podziękowań: 4897
Wojtek Bartoszyński napisał(a):
uznanego za "narodowego wieszcza" o nazwisku Mitskevich...
Nienienie! To był wybitny poeta litewski Adamas Mickievicius, który napisał słynny utwór "Panas Tadas". :D

_________________
Pozdrawiam
Janusz Zbierajewski



Za ten post autor Zbieraj otrzymał podziękowanie od: Colonel
Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: 15 paź 2020, o 16:32 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 9 gru 2012, o 16:48
Posty: 2823
Lokalizacja: Gdańsk
Podziękował : 505
Otrzymał podziękowań: 828
Uprawnienia żeglarskie: wystarczające
Zbieraj napisał(a):
poeta litewski Adamas Mickievicius
Nienienie. Jak litewski to Adomas Mickevičius... :kiss:

https://lt.wikipedia.org/wiki/Adomas_Mickevi%C4%8Dius Obrazek

_________________

***********************************************
* Gdyby wszyscy byli bogaci nikt nie chciałby wiosłować *
***********************************************


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: 15 paź 2020, o 17:05 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 10 sie 2009, o 15:04
Posty: 13837
Lokalizacja: Stara Praga
Podziękował : 581
Otrzymał podziękowań: 4897
Meas kulpas. :lol:

_________________
Pozdrawiam
Janusz Zbierajewski



Za ten post autor Zbieraj otrzymał podziękowanie od: Colonel
Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: 15 paź 2020, o 18:57 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 22 sie 2014, o 21:16
Posty: 5420
Podziękował : 4483
Otrzymał podziękowań: 1671
Uprawnienia żeglarskie: nie podano
Zbieraj napisał(a):
Meas kulpas.

А теперь подумайте, как далеко бы вы прошли, указав пальцем на карте, если бы не эти транскрипции :mrgreen:
A tu jeszcze Chiny, Japonia, Korea, Wietnam... И другие алфавиты впереди ;)
Mówisz Wojtku, że to Cape Rozewie tak zabawnie na mapach wyglądałoby ?
Osobliwie wydanych w anglojęzycznych krajach ?

_________________
У каждого какой-то козырь есть. Я тупой...


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: 15 paź 2020, o 19:55 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 9 gru 2012, o 16:48
Posty: 2823
Lokalizacja: Gdańsk
Podziękował : 505
Otrzymał podziękowań: 828
Uprawnienia żeglarskie: wystarczające
MarekSCO napisał(a):
Mówisz Wojtku, że to Cape Rozewie tak zabawnie na mapach wyglądałoby ?
Osobliwie wydanych w anglojęzycznych krajach ?
Nie, nic takiego nie mówiłem. Ale jak Polka do Polaków pisze po polsku o rosyjskiej wyspie "Island" to... jest to... dziwne.

_________________

***********************************************
* Gdyby wszyscy byli bogaci nikt nie chciałby wiosłować *
***********************************************


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: 15 paź 2020, o 21:16 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 22 sie 2014, o 21:16
Posty: 5420
Podziękował : 4483
Otrzymał podziękowań: 1671
Uprawnienia żeglarskie: nie podano
Wojtek Bartoszyński napisał(a):
Ale jak Polka do Polaków pisze po polsku

Skąd wnosisz, że do Polaków ? Hania pisze po polsku do czytelników forum, ale nie zauważyłem, żeby ograniczała adresowane treści tylko do Polaków.

Hania używa nazw widniejących na mapach.
Nie modyfikuje ich.
Gdyby modyfikowała - zgodnie z Waszym życzeniem - pisałaby - tylko do Polaków ;)
Tu już nie chodzi o to, żeby pisać poprawnie po polsku, ale o to, żeby pisać po polsku tylko do Polaków :mrgreen:
Te trzy nazwy ( Nowa Ziemia, Wyspa Północna, Wyspa Południowa) są oczywiscie bardzo łatwe do przetłumaczenia. Ale nawet w obrębie tego jednego archipelagu nie wszystkie są takie łatwe...

_________________
У каждого какой-то козырь есть. Я тупой...


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: 15 paź 2020, o 22:18 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 9 gru 2012, o 16:48
Posty: 2823
Lokalizacja: Gdańsk
Podziękował : 505
Otrzymał podziękowań: 828
Uprawnienia żeglarskie: wystarczające
MarekSCO napisał(a):
Skąd wnosisz, że do Polaków ? Hania pisze po polsku do czytelników forum, ale nie zauważyłem, żeby ograniczała adresowane treści tylko do Polaków.
Racja, pisze po polsku. Niekoniecznie do Polaków.
MarekSCO napisał(a):
Hania używa nazw widniejących na mapach. Nie modyfikuje ich.

Ale na jakich mapach? Francuskich? Hiszpańskich? Rosyjskich? Niemieckich?...
MarekSCO napisał(a):
Gdyby modyfikowała - zgodnie z Waszym życzeniem - pisałaby - tylko do Polaków ;)
Tu już nie chodzi o to, żeby pisać poprawnie po polsku, ale o to, żeby pisać po polsku tylko do Polaków
Jakby pisała po francusku używając nazw z mapy niemieckiej? to pisałaby tylko do Niemców czy Francuzów?

Zasadą w nawigacji jest używanie (przynajmniej tak mnie uczono) nazw nadanych przez władającego danym obiektem. Odmienny alfabet stanowi problem rozwiązywany przez transkrypcję (lub transliterację) na inny język. Konkretny język. Jak piszemy po polsku - posługujemy się polską transkrypcją (transliteracją) jak po angielsku - angielską. Inaczej to traci sens.


Załączniki:
425px-Novaya_Zemlya-de.svg.png
425px-Novaya_Zemlya-de.svg.png [ 45.26 KiB | Przeglądane 250 razy ]
639px-Matochkin_Strait-fr.svg.png
639px-Matochkin_Strait-fr.svg.png [ 77.45 KiB | Przeglądane 250 razy ]
EstrechoMatochkin.PNG
EstrechoMatochkin.PNG [ 32.52 KiB | Przeglądane 250 razy ]
800px-Маточкин_Шар.svg.png
800px-Маточкин_Шар.svg.png [ 124.38 KiB | Przeglądane 250 razy ]

_________________

***********************************************
* Gdyby wszyscy byli bogaci nikt nie chciałby wiosłować *
***********************************************
Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: 15 paź 2020, o 22:32 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 9 gru 2012, o 16:48
Posty: 2823
Lokalizacja: Gdańsk
Podziękował : 505
Otrzymał podziękowań: 828
Uprawnienia żeglarskie: wystarczające
MarekSCO napisał(a):
Te trzy nazwy ( Nowa Ziemia, Wyspa Północna, Wyspa Południowa) są oczywiscie bardzo łatwe do przetłumaczenia. Ale nawet w obrębie tego jednego archipelagu nie wszystkie są takie łatwe...
Ale nie chodzi o tłumaczenie tylko o posługiwanie się po polsku:
1. Nazwami polskimi (o ile istnieją)
lub (może nawet lepiej)
2. Nazwami rosyjskimi (bo to ich archipelag). Zapisanymi (ze względu na cyrylicę) alfabetem łacińskim - stosując transkrypcję (lub transliterację) na język polski.

_________________

***********************************************
* Gdyby wszyscy byli bogaci nikt nie chciałby wiosłować *
***********************************************


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 23 ] 


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Święty i 98 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
[ Index Sitemap ]
Frezowanie modeli 3D | Stocznia jachtowa | Nexo yachts | Łodzie wędkarskie Barti | Projektowanie graficzne | Szkolenia żeglarskie i rejsy NATANGO
Olej do drewna | SAJ | Ośrodek Żeglarski AM | Setką przez Atlantyk | Kapiszonownik


Wszystkie prawa zastrzeżone. Żaden fragment serwisu "forum.zegluj.net" ani jego archiwum
nie może być wykorzystany w jakiejkolwiek formie bez pisemnej zgody właściciela forum.żegluj.net
Copyright © by forum.żegluj.net


Nasze forum wykorzystuje ciasteczka do przechowywania informacji o logowaniu. Ciasteczka umożliwiają automatyczne zalogowanie.
Jeżeli nie chcesz korzystać z cookies, wyłącz je w swojej przeglądarce.



POWERED_BY
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL