Forum Żeglarskie

Zarejestruj | Zaloguj

Teraz jest 13 lis 2018, o 08:56




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 99 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4  Następna strona
Autor Wiadomość
PostNapisane: 23 sie 2018, o 13:08 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 5 paź 2011, o 08:20
Posty: 4117
Lokalizacja: Miasto Cudów nad Kamienną
Podziękował : 1081
Otrzymał podziękowań: 969
Uprawnienia żeglarskie: sternik mieliźniany
Kurczaku? Pojedziesz ze mną przytargać łódkę ze Szwecji? Zapytałem Kurczaka tak mimochodem.
Micusiu z Toba zawsze! Brzmiała odpowiedź.

Od dłuższego czasu przeglądałem szwedzkiego Blocketa i szukałem okazji. Oczywiście okazje były, jednak oprócz znalezienia jej (tej okazji), do realizacji jest droga dość długa i nie chodzi tu o pieniądze, czas czy zorganizowanie całej wyprawy tylko o to czy taki Szwed zechce sprzedać łódkę Polakowi. Oczywiście po zalogowaniu się na tym szwedzkim Allegro mając możliwość wysyłania wiadomości do sprzedających robiłem to przy każdej lepszej okazji. Translator google daje radę i jak człowiek pisze proste zdania tłumaczy raczej poprawnie. Wielce starannie przygotowana formułka była wysyłana do wielu armatorów chcących sprzedać swoje jachty. Odpowiedzi nie powiem przychodziły, lecz nie były po mojej myśli. Zazwyczaj pisano, że w najbliższym czasie ma pojawić się jakiś kupiec, ale dziękują za zainteresowanie. Okazje tak szybko przepadały jak się pojawiały.
Okazja, która odmieniła moje postrzeganie szwedzkiego sprzedawcy pojawiła się na początku sierpnia któregoś słonecznego ranka.
Kolejny raz przeglądałem listę ogłoszeń jachtów w przedziale 30-32 stopy. Niestety nic nowego się nie pojawiło. Sezon żeglarski w Szwecji kończy się w sierpniu wiec jak okazja nie pojawi się do polowy miesiąca to sprawę trzeba będzie odłożyć na przyszły rok. No cóż siła wyższa. Rok wcześniej sprzedałem moja pierwszą łódkę Albina Vegę 27 którą to pływałem przez cztery lata i uczyłem się żeglarskiego rzemiosła. Nowa łódka ma być większa, bo i żeglarzem większym się trochę czułem. Prawie już dałem za wygraną. Z ciekawości przełączyłem filtry w wyszukiwarce na 27-29 stóp i zacząłem przeszukiwać anonse. Uwagę moją zwróciła łódka 28 stopowa. Compis 28, bo tak się nazywał ten typ jachtu miał nawet niezłe opinie. Był dłuższy od Vegi o całe ha ha 35cm, ale był szerszy prawie o 50cm a do tego miał bardzo ładne zadbane wnętrze, żagle w bardzo dobrym stanie i silnik Yanmara z lat dziewięćdziesiątych. Z opisu wynikało, że tylko wsiadać i pływać. Czytając dalej coraz bardziej zaczynał mi się podobać, bo ma działającą małą lodóweczkę, ogrzewanie naftowe wraz z możliwością suszenia sztormiaków w szafie. Dodatkowo na wyposażeniu był ploter Garmina wraz z echosondą. Troszkę się już nakręciłem więc postanowiłem wysłać małe zapytanie do pani Marii, która zamieściła to ogłoszenie. Nie wysłałem jej jednak starej formułki tylko na szybko napisałem krótka wiadomość: „Kiedy można przyjechać zobaczyć łódkę?”
Wracając do domu na smartfonie pojawiła się ikonka o otrzymaniu maila. Czytam.
- Czy dzisiaj o 17 tej panu odpowiada? – brzmiała wiadomość.
Uśmiech pojawił się na mojej twarzy. Wszystko fajnie tylko jak tu dostać się do Goteborga w dwie godziny? Co tu teraz odpisać? Temat odłożyłem na wieczór i pojechałem na zakupy. Około godziny 17 tej dostałem kolejnego maila z wiadomością, że pani Maria nie wie jak sobie dzień zaplanować i żebym dał jej znać o której mogę przyjechać. Odpisałem: It,s not easy …..ponieważ mieszkam dość daleko i mogę przyjechać dopiero w piątek. Jednak, aby to zrobić musiałbym mieć pewność ze jacht nie zostanie sprzedany przez najbliższe pięć dni. Dopisałem, że bardzo mi się podoba a cena jest adekwatna do stanu. Na koniec napisałem, że zadzwonię do niej wieczorem.
Wieczorem tak się akurat złożyło miał mnie odwiedzić mój przyjaciel Marek, który po ukończonej anglistyce pracował przez kilka lat w Anglii. Pani Maria odpisała, że jej angielski jest słaby i podała mi numer do swojego męża, który to w langłydżu jest dobry.
Przyszedł Marek. Powiedziałem mu o co chodzi, a on po prostu zadzwonił. Plan był prosty. Jeżeli zechcą przytrzymać łódkę przez kilka dni przyjadę i jak będzie się utrzymywać na wodzie to ją kupię.
Telefon odebrał Jorgen. Na wstępie dowiedział się ze dzwonimy z Polski. Był troszkę zaskoczony jednak Marek władający biegle językiem Szekspira tak mu sprawę nakreślił ze Jurek się zgodził zawiesić sprzedaż na cztery dni.
Marek rozmawiał o szczegółach, a ja szukałem połączenia promowego do Szwecji.
W pewnej chwili Marek zapytał, jak chcę mu zapłacić za łódkę. Odpowiedziałem ze normalnie gotówką. I zrobił się zonk………. Jorgen powiedział, że absolutnie nie zgadza się na jakąkolwiek gotówkę. W Szwecji pochodzenie pieniędzy musi być udokumentowane i w grę wchodzi tylko przelew międzybankowy. Rozmowa zakończyła się tym, że dowiemy się w banku, ile trwa taki przelew i oddzwonimy. Ogólnie to dupa psia z tymi bankami, bo z tego co się dowiedziałem to u nas pieniądze będą wychodzić maksymalnie do 3 dnia a w Szwecji na koncie adresata pojawią się po około 5 dniach.
Następnego dnia oddzwoniliśmy do Jorgena ze smutna wiadomością, że chyba nic z tego nie będzie, bo musielibyśmy pieniądze przelać w ciemno, jechać do Goteborga i jeszcze w Goteborgu czekać aż przelew przyjdzie. Może by to i miało sens, ale wcześniej o tym nie pisałem mieliśmy w pracy wypisane już urlopy a przełożyć już się nie dało. Ale mamy jeszcze jedna możliwość i gdyby taka była możemy wpłacić pieniądze na jego konto bezpośrednio w banku w Goteborgu. Nadzieje już straciłem. Jorgen o dziwo powiedział, że się dowie, czy jest taka możliwość i się odezwie. Odezwał się po godzinie i powiedział, że zgadza się i że jesteśmy umówieni w banku w piątek o 11 tej.
Miałem trzy dni na zorganizowanie promu, szwedzkich koron i samochodu, bo jak na złość się okazało przegląd kończy się akurat w dzień wyjazdu.
Wszystko nad podziw udało się i w czwartek o 13 tej wypływałem razem z moja panią Izunią Unityline ze Świnoujścia do Ystad. Prom dobił do brzegu przed północą a mnie zostało jeszcze 320 km szwedzką autostradą na północ do mariny Bjorlanda Kile.
Dzielny szwedzki samochód (Saab 95) choć miał już swoje lata przyjął sobie za punkt honoru dowieść nas na miejsce bez problemów. Wzeszło słońce nad mariną, a ja pytałem bosmana, gdzie stoi „ Dream Cather” bo taka nazwę nosił wybrany przeze mnie jacht.
Pan Bosman uśmiechnął się po czym odpowiedział: There are two thousand one hundred and fifty yachts in the marina…. Good luck!!!!
Pomosty ustawione w kółko od “A” do “T” i gdzieś tu jest ten jeden. Zadzwoniliśmy do Jorgena i powiedzieliśmy, że jesteśmy już w marinie. Przyjechał po trzydziestu minutach. Jacht stał przy pomoście „R”
Przedstawiłem się ładnie i wytłumaczyłem, że ja jestem Jakub i że cała nasza rozmowa odbywała się przez mojego kolegę, który jest w Polsce i w krytycznym momencie służy pomocą. Jorgen okazał się mężczyzna w moim wieku, choć starszy byłem ja …. O cztery miesiące. Mój słaby angielski okazał się na tyle komunikatywny, że w sprawach jachtowych dogadaliśmy się bez zbytniego machania rękami. Łódek okazał się nawet w lepszym stanie niż na zdjęciach z ogłoszenia oczywiście ku naszej uciesze. Nadszedł czas i trzeba było powiedzieć: Ok go to bank. I pojechaliśmy.
Przed wejściem do banku poznaliśmy jego żonę Marie. Typowa szwedka z długimi blond włosami, uśmiechnięta i bardzo sympatyczna.
Bank okazał się malutkim oddziałem banku w galerii handlowej. Jesteśmy umówieni to raczej nie powinno być kłopotów. Niestety po wytłumaczeniu kasjerce co mamy zamiar zrobić inne kasjerki uciekły, a ta z którą rozmawiał Jorgen zbladła, że myślałem, że zaraz zemdleje. Pani kasjerka pobiegła po pomoc, czyli po trochę większą i starszą kasjerkę tamta z kolei pobiegła po jeszcze większą i jeszcze starszą pracownicę banku. Na koniec przy okienku stały trzy panie, które coś tam po szwedzku między sobą gaworzyły. W pewnym momencie zwrócono się do mnie z pytaniem skąd mam pieniądze. Wytłumaczyłem, że zarobiłem. A czy mogę to jakoś udowodnić. Czy mam jakieś potwierdzenie wypłaty. Potwierdzenie wypłaty mam, ale kwitka z kantoru z wymiany już niestety nie. Skończyło się to tym, że musiałem podpisać oświadczenie, że pieniądze które wpłacam panu Jorgenowi są przeze mnie zarobione ze stosunku pracy w moim zakładzie w Polsce. Porobiono kopie umowy kupna jachtu, ksera mojego dowodu, prawa jazdy. Gdy już papierologia się skończyła i wyjąłem plik banknotów dało się poczuć jak atmosfera się zagęszcza, bo do liczenia gotówki przyszły trzy kasjerki i każda liczyła osobno to co wcześniejsza policzyła. Na koniec dali Jorgenowi potwierdzenie wpłaty i powiedziano, że kasę na koncie będzie miał, ale jutro. Uffffff………… No cóż kupiłem łódź!!!!!!!!!!!!!
Wyszliśmy z galerii a Jorgen zapytał, jak chcemy ten jacht przewieść do Polski. Odpowiedziałem, że chcemy po prostu do Polski popłynąć. No i chłopa zatkało. Jak to popłynąć? Którędy?
- No na południe do Świnoujścia
Jorgen kupił ten jacht dwa lata temu i pływał jak to się potocznie mówi dookoła komina. Spodobało mu się żeglarstwo, więc zapragnął kupić większą łódkę nawet był umówiony po południu na oglądanie Bavarii 37. Którą nota bene kupił wieczorem.
Pożegnaliśmy się serdecznie. Życzono nam bezpiecznej drogi.
Chcąc poprawić wizerunek naszej nacji podarowałem Jorgenowi litrową Żubrówkę i dwie zgrzewki prawdziwego piwa, które ma 5,5% alkoholu a nie 3 %jak wszystkie w szwedzkich sklepach.
Wróciliśmy do mariny, prom mieliśmy zarezerwowany w sobotę o 13 tej. Spędziliśmy pierwszą noc na jachcie. Sztormiaki śpiwory koce wyposażenie kambuza zostało przywiezione. Za tydzień znów tu przyjedziemy tym razem by przepłynąć do Polski.






Kurczaku pojedziesz ze mną po łódkę? Oczywiście, ale 15 tego musze być z powrotem. Jest nas troje. Dzwonimy do Maara …….O dziwo ma czas, ale też do 15 tego. Drużyna Dream Cathera jest w komplecie. Ja, Stasiu (Iza), Kurczak i Marek.
Organizacja takiego przedsięwzięcia nie jest wbrew pozorom takie łatwe. Do Goteborga trzeba czymś dojechać, najlepiej samochodem, bo trochę szpejów trzeba zabrać. Okazało się, że samochód mojego kolegi, na którego liczyłem jest zarejestrowany na 5 osób nie na sześć jak mi się wydawało. Pozostała opcja wynajęcia. Wynająłem busa na cztery dni. Problem transportu się rozwiązał, a z portfela ubyło 650 złotych.
Jedzie nas szóstka. Dodatkowo Artur z Małgorzatą którzy to odwiozą busa z powrotem do Polski, a przy okazji zwiedzą sobie trochę Szwecji. Koszt całej podróży wraz z wcześniejszym przyjazdem wyniósł całe trzy i pół tysiąca. Cała wyprawa prawie 5000. Powiem tak ciągle jesteśmy nad kreską.

VW transporter w automacie z klimą tempomatem nawigacja dowiózł nas na wieczorny prom w czwartek 9 tego sierpnia. Do Goteborga dotarliśmy około południa dnia następnego. Prognozy przewidywały, że właśnie akurat w tym czasie w marinie będzie wiało do 30m/s. Jorgen pod nasza nieobecność dołożył nam po dodatkowej cumie i zostawił w kokpicie flaszkę Absolutu 0,7 oraz piwo Goteborgskie 5% !!!!!!!! Myślałem ze takie nie istnieją. W prezentach jest remis. W marinie faktycznie wiało jak głupie, a świst wiatru na wantach i sztagach dwóch tysięcy jachtów doprowadzał do bólu głowy. Po zaokrętowaniu pojechaliśmy zwiedzić trochę miasta. Jestem trochę zniesmaczony tym co zobaczyłem. Wszędzie było brudno, potłuczone butelki, porozrzucane papiery, jakieś kubki, tacki, pety wszędzie. Do tego wszystkiego grupki czarnoskórych poubieranych w puchowe kurtki (24 st. C) stojące w każdym zaułku. Szweda nie uświadczysz, chyba że na wózku lub z balkonikiem. Mc Donalds w mieście to obraz nędzy i rozpaczy. Łazienki brudne jakby w nich nikt nie sprzątał kilka dni. Nasze Świnoujście jest tak czyste, że aż kuje w oczy, w naszych Mc Donaldach można jeść z podłogi. Niech mi nikt nie stara się wmawiać, że imigranci wzbogacają nas kulturowo. Najgorsze było, jak wracaliśmy a przed restauracją przy drodze akurat była pora modłów i na dywanikach grupa islamistów modliła się bijąc głowa w ziemię. Nie da się wtedy wejść do restauracji ani wyjść. Nie wolno przerwać połączenia z Allahem.
Ale nie o tym chciałem.
Wróciliśmy na łódź wypili Absoluta i poszliśmy spać, bo jutro wypływamy. Po śniadaniu i pożegnaniu z ekipa samochodową wychodzimy z mariny śpiewając „Żegnajcie nam dziś hiszpańskie dziewczyny”
Wiatr się wywiał fali trochę zostało pogoda ogólnie deszczowo burzowa. Deszcz, porywy wiatru do 15m/s trochę piorunów, ale jakoś do przodu. Minęliśmy Goteborg, ominęliśmy szkiery, kurs na południe. Napęd stanowi silnik i rozwinięta gienia. Na zegarku 5 węzełków. Prognozy mówią, że się wieczorem ma rozwiać w porywach do 25m/s. Po zachodzie słońca decydujemy się, że zacumujemy w Varbergu.
Zrobiło się tak, że gdzie się nie spojrzało to widać było, że jest jakaś burza. Fale osiągnęły około 1,5m, a sama genua rozpędzała nas do 6,5 węzełków. Do mariny zostało jakieś 8 NM. Za półtorej godzinki powinniśmy być………..Nie było nam dane. Pierwszy niespodziewany strzał rozwinął do polowy zrolowaną genuę. Drugi podmuch położył jacht na burtę tak że fala wlała się do kokpitu równo z bakistami. Część wody przelała się do środka jachtu. Siedzieliśmy w kokpicie po kolana w wodzie. Trochę to trwało aż spłynęła odpływami. Trzeci podmuch wyrwał szoty które to wyleciały z wózków i pofrunęły przed dziób. Fala osiągnęła około 2 metry. Próby zrolowania żagla nie udały się. Miękki sztag pozwolił, aby żagiel się rozwinął. Na wpół rozwinięty żagiel ciągnął nas około 4 węzłów. Wiatr osiągnął siłę sztormu. To była najcięższa decyzja, którą musiałem podjąć. Byliśmy niby 4 mile od portu jednak przy tym wietrze i falach, które rosły bardzo szybko wchodzenie do portu stało się bardziej niebezpieczne. Fale przekroczyły 3 metry.
Odchodzimy w morze.
Myślałem, że to tylko burza, która za godzinę może dwie się skończy, a wtedy będzie można zrobić coś z rozwiniętym wypuszczonym jak wielka flaga żaglem. Myliłem się. Ciemno, świszczący wiatr, przelewające się fale gnębiły nas całą noc. Około 5 tej nad ranem proszę Kurczaka by stanął za sterem, bo ze zmęczenia zacząłem widzieć krasnoludki jak wychodzą z kompasu. Przychodzi taki moment ze oczy zamykają się same i nie ważne jest czy jest sztorm, że fale mają już około 4 metrów. Usiadłem na prawej koi i od razu usnąłem. Obudziłem się po dwóch godzinach, było już widno. Naprawdę ciężko jest wyjść do kokpitu. Po jednej stronie jachtu fale jak domy po drugiej to samo a w środku mała łupinka. Zmieniłem Kurczaka i do południa próbowałem oszukać fale i kombinować tak by nas nie ustawiły do siebie bokiem. Kilka razy mi się nie udało. Potrzebowaliśmy odpoczynku. Wejście do mariny Molle wyglądało bezpiecznie mimo dopychającego wiatru, bo miała długi falochron. Wejście było dość duże a i oznaczone było dobrze. Postanowiliśmy tam wpłynąć. Około południa minąłem główki wejścia do basenu portowego. Na falochron wyszło sporo ludzi, którzy z racji odchodzącego sztormu patrzyli na wpływający jacht z podartym przednim żaglem. Pomogli nam zacumować. Pocałowałem ziemie schodząc na ląd.
Genua rozdarła się na brytach, straciła róg szotowy i całą osłonę UV, ale jest do naprawienia. Szkoda jej, bo była prawie nowa. Wylaliśmy wodę z jachtu trochę ogarnęli wnętrze, zjedliśmy jakąś konserwę i poszliśmy spać. Spałem 14 godzin. Następnego dnia chłopaki założyli sztormowego foka dolaliśmy ropy do baku i w drogę.
Trzydzieści godzin rejsu minęło. Miedzy Helsingorem a Kopenhagą pyrkotaliśmy na silniku i foczku. Widzieliśmy stado morświnów. Przepływał koło nas wycieczkowiec Queen Victoria. W nocy mijaliśmy most do Kopenhagi. Nad ranem rozwiało się ładnie i na zrefowanym grocie i foczku sztormowym prędkości dochodziły do 7 węzłów. Sasnitz minęliśmy o zachodzie słońca a Świnoujście powitało nas o wschodzie.
Ostatnią niespodzianka było to, że na 5 mil od główek Świnoujścia silnik nie chciał zapalić. Perspektywa wchodzenia do Świnkowa na żaglach nie była wesoła. Niedużo brakowało, aby silnik przekręcił (akumulator się wyładował) więc złapałem dwa klucze płaskie i zanurkowałem na dziób do akumulatorów. Zwarłem tymi kluczami wszystkie trzy plusy do kupy i krzyknąłem do Kurczak: Teraz!!! Silnik przekręcił choć z trudem by po kilkunastu obrotach odpalić. Okazało się, że koło masztu jest puszka, która była pełna wody. Co prawda była to puszka od akumulatora do oświetlenia nawigacyjnego jednak poprzedni armator zrobił sobie ulepszenie i zainstalował przełącznik zwierający kabel od alternatora, aby ładować wszystkie akumulatory. Jak się ładowały wszystkie tak i się wszystkie na raz rozładowywały. Muszę teraz pamiętać, aby przy zgaszonym silniku przełącznik był wyłączony.

Podsumowując. 70 godzin rejsu. 14 godzin spania po sztormie. 270 mil przepłynięte. Straty gienia do przeszycia. Kolejne doświadczenie żeglarskie i sprawdzenie się w trudnych warunkach, w sumie to pierwszy mój prawdziwy dwunastogodzinny sztorm.
Szwedzkie małżeństwo jest teraz w moich znajomych na facebooku warto nie stracić kontaktu i mam w zamiarze zaprosić ich do Polski na przyszłe wakacje. Jorgen kupił w tym samym dniu Bavarie 37 ot taka ciekawostka.
Coś mądrego na koniec napisać i podsumować……. Może jedynie to, że nie warto podejmować decyzji pod wpływam emocji. Drugie coś mądrego to może to, że trudności trzeba podnosić byle nie za szybko. Kilka lat temu pewnie nie obyło by się bez brązowych spodni.

Wieczorem wstawię kilka zdjeć.

_________________
" Sol Angelica" Compis 28



Za ten post autor Micubiszi otrzymał podziękowania - 27: Aucuba, barwil, cinas, Janna, jgrz, kolorama, kudlaty74, LasekBielański, Maar, MaxLux, michal55, mkonst, Moniia, Moroszka, puffin, rawonsails, Ryś, sirapacz, soko, Szpiszpak, taka_jedna, tuptipl, Walen, waliant, yotomeczek, Zbieraj, zonti
Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: 23 sie 2018, o 13:29 

Dołączył(a): 21 lis 2017, o 08:47
Posty: 308
Lokalizacja: Częstochowa
Podziękował : 14
Otrzymał podziękowań: 39
Uprawnienia żeglarskie: żeglarz jachtowy
Jakby nie był w pracy to całego bym nie przeczytal :rotfl: . Piękna przygoda i mam nadzieję udany zakup. Życzę stopy wody pod kilem.



Za ten post autor marioczewa otrzymał podziękowanie od: Micubiszi
Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: 23 sie 2018, o 13:44 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 28 lis 2011, o 08:57
Posty: 9353
Lokalizacja: Gdańsk
Podziękował : 983
Otrzymał podziękowań: 2335
Uprawnienia żeglarskie: nie podano
Rolery to zło... :-P
A poza tym, gratulacje!

_________________
Strona jachtu: http://www.zpokladu.pl



Za ten post autor waliant otrzymał podziękowanie od: M@rek
Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: 23 sie 2018, o 13:48 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 1 sie 2010, o 11:32
Posty: 11256
Lokalizacja: Miasto 178 Mm na południe od Bornholmu
Podziękował : 1224
Otrzymał podziękowań: 1269
Uprawnienia żeglarskie: Kurde, no, brzydzę się sobą ale mam.
Gwoli ścisłości. Grot rolowany na "miękkim sztagu" działał całkiem sprawnie pozwalał nawet na refowanie gieni. Prawdopodobnie dlatego, że żagiel był nowy, sztywny i z grubego dakronu.

To co się stało w sobotni wieczór wynikło ze zbyt małej ilości linki operacyjnej na bębnie rollera. W normalnych warunkach żagiel zwijał się poprawnie, niestety przy sztormowym wietrze ściślej - co spowodowało większą ilość obrotów koniecznych do jego całkowitego zwinięcia.

Ale o tym dowiedzieliśmy się dopiero rano. Przez całą noc wielokrotnie próbowaliśmy bez powodzenia zwinąć to co zostało z genui. Okazuje się, że bez sensu.

Miałem déjà vu gdyż z identyczna sytuacją spotkałem się na Rzeszowiaku 6 lat temu pod Helem. Tyle, że wówczas przy wietrze 10 B wyrwaliśmy linkę z mocowania w bębnie i gienia się całkiem rozwinęła.

Trochę w tym jest mojej winy. Zainteresowałem się, że róg szotowy żagla nie jest nawinięty na roller, miałem sprawdzić dlaczego ale w pospiechu zapomniałem. Zwykle sztaksla na rollerze zwija się tak, że nawija się na niego obrót czy dwa szotów.

_________________
Fellowship 28 s/y Dulcinea
POL 17017

Jestem "gorszego sortu" i "specjalnej troski" ...


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: 23 sie 2018, o 15:21 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 1 sie 2010, o 11:32
Posty: 11256
Lokalizacja: Miasto 178 Mm na południe od Bornholmu
Podziękował : 1224
Otrzymał podziękowań: 1269
Uprawnienia żeglarskie: Kurde, no, brzydzę się sobą ale mam.
I jestem pełen podziwu dla Kościelnego czyli Izy, która od zmierzchu do świtu stała zaklinowana w zejściówce oświetlając kompas latarką. Obserwując kurs wyświetlany cyfrowo przez ploter ze względu na ciągłe dzikie skoki i harce jachtu można było dostać oczopląsu połączonego z kociokwikiem. :D :respekt:

Niestety po zmierzchu okazało się , że oświetlenie kompasu nie działa i chyba nigdy nie działało. Do mokrej ścianki kokpitu/kabiny nie dało się nijak przymocować latarki, co następnego dnia po wyschnięciu jachtu zrobiliśmy przy pomocy kilku kawałków "silvertape".

_________________
Fellowship 28 s/y Dulcinea
POL 17017

Jestem "gorszego sortu" i "specjalnej troski" ...


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: 23 sie 2018, o 15:37 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 24 mar 2009, o 17:32
Posty: 480
Lokalizacja: Turowice /k.Konstancina-Jeziorny
Podziękował : 129
Otrzymał podziękowań: 67
Uprawnienia żeglarskie: bezpatencie
Nexo na dwa jachty? :P


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: 23 sie 2018, o 15:45 

Dołączył(a): 2 mar 2008, o 22:03
Posty: 11323
Podziękował : 337
Otrzymał podziękowań: 1128
Mich a jak porównać vege do compisa? Masz już jakieś wnioski?

_________________
pozdrowienia piotr


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: 23 sie 2018, o 16:10 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 23 lut 2011, o 00:42
Posty: 10099
Lokalizacja: Cząstków Mazowiecki
Podziękował : 168
Otrzymał podziękowań: 1529
Uprawnienia żeglarskie: Kpt jacht., kpt mot., mech. statkowy
waliant napisał(a):
Rolery to zło...


No to zaczynamy powtórkę :rotfl:

Wpadnij do mnie Tomek na jakieś krótkie nawet popływanie a ja spróbuję jednak przekonać Cię do rolerów.

Osobiście przy swoim pływaniu - praktycznie jedno-osobowym - nie bardzo sobie wyobrażam pływanie bez rolerów.

Ty masz załogę zawsze - ja prawie nigdy.

_________________
Pozdrawiam
Włodzimierz "Bury Kocur" Ring
S/y "Bury Kocur IV"
POL 8888


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: 23 sie 2018, o 17:56 

Dołączył(a): 13 lut 2009, o 08:43
Posty: 9566
Lokalizacja: ....zewsząd
Podziękował : 3900
Otrzymał podziękowań: 1777
Uprawnienia żeglarskie: prawo człowieka wolnego
Micu, GRATULACJE!

Wysłane z mojego SM-G930F przy użyciu Tapatalka

_________________
Jestem tylko szarym człowiekiem
www.armator-i-skipper.pl



Za ten post autor Colonel otrzymał podziękowanie od: Micubiszi
Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: 23 sie 2018, o 19:12 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 5 paź 2011, o 08:20
Posty: 4117
Lokalizacja: Miasto Cudów nad Kamienną
Podziękował : 1081
Otrzymał podziękowań: 969
Uprawnienia żeglarskie: sternik mieliźniany
piotr6 napisał(a):
Mich a jak porównać vege do compisa? Masz już jakieś wnioski?


Vega dzielną łódką jest. Compis na mój gust wypada trochę lepiej. Podejrzewam że z racji masy która jest wieksza niż Vegi prawie o 800 kg.

_________________
" Sol Angelica" Compis 28


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: 23 sie 2018, o 20:57 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 28 lis 2011, o 08:57
Posty: 9353
Lokalizacja: Gdańsk
Podziękował : 983
Otrzymał podziękowań: 2335
Uprawnienia żeglarskie: nie podano
Kurczak napisał(a):
Przez całą noc wielokrotnie próbowaliśmy bez powodzenia zwinąć to co zostało z genui.

Że tak głupio zapytam: nie można jej było zrzucić? ;)

* ~ * ~ * ~ * ~ * ~ * ~ * ~ * ~ * ~ *

bury_kocur napisał(a):
No to zaczynamy powtórkę

Ale ja się nie chcę spierać, tylko napisałem komentarz do sytuacji. :)
bury_kocur napisał(a):
Ty masz załogę zawsze - ja prawie nigdy.

Chyba, że startuję w regatach samotników.
Micu miał załogę, i co? Żagiel do naprawy, że o stresie nie wspomnę.

_________________
Strona jachtu: http://www.zpokladu.pl


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: 23 sie 2018, o 21:06 

Dołączył(a): 16 lis 2010, o 16:17
Posty: 7076
Podziękował : 861
Otrzymał podziękowań: 2844
Uprawnienia żeglarskie: pływam sobie gdzie chcę
Kurczak napisał(a):
I jestem pełen podziwu dla Kościelnego czyli Izy, która od zmierzchu do świtu stała zaklinowana w zejściówce oświetlając kompas latarką. Obserwując kurs wyświetlany cyfrowo przez ploter ze względu na ciągłe dzikie skoki i harce jachtu można było dostać oczopląsu połączonego z kociokwikiem. :D :respekt:

Niestety po zmierzchu okazało się , że oświetlenie kompasu nie działa i chyba nigdy nie działało. Do mokrej ścianki kokpitu/kabiny nie dało się nijak przymocować latarki, co następnego dnia po wyschnięciu jachtu zrobiliśmy przy pomocy kilku kawałków "silvertape".


Nie dało się zwyczajnie sterować na wiatr?

_________________
Maxus Racing Team


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: 23 sie 2018, o 21:08 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 kwi 2006, o 11:31
Posty: 16212
Lokalizacja: Warszawa
Podziękował : 1425
Otrzymał podziękowań: 2818
Uprawnienia żeglarskie: Wszystkie konieczne
waliant napisał(a):
Że tak głupio zapytam: nie można jej było zrzucić?
Nie można było.

Tak całkiem na marginesie:

Gdy w marinie odcięliśmy rolerowy fał foka (nie dało się odwiązać) i żagiel poszedł w dół, to idący w górę fał, zawiązał się na salingu. Niefart jest niefartem! :-) Gdyby ktoś specjalnie chciał tak zrobić to kilka lat by ćwiczył i nie udałoby się. :-)

Całe szczęście, że nie zostaliśmy z genią zrzuconą do połowy w tamtych warunkach!

* ~ * ~ * ~ * ~ * ~ * ~ * ~ * ~ * ~ *

plitkin napisał(a):
Nie dało się zwyczajnie sterować na wiatr?
Nie dało się.

_________________
Pozdrawiam,
Marek Grzywa


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: 23 sie 2018, o 21:13 

Dołączył(a): 16 lis 2010, o 16:17
Posty: 7076
Podziękował : 861
Otrzymał podziękowań: 2844
Uprawnienia żeglarskie: pływam sobie gdzie chcę
Maar napisał(a):
plitkin napisał(a):
Nie dało się zwyczajnie sterować na wiatr?
Nie dało się.


A na falę?
Jaki kurs trzymaliście?

Pytam, bo sam strasznie nie lubię kiedy podczas pływania w nocy coś świeci na pokładzie. Z reguły wygaszam ploter i maksymalnie ściemniam wszystkie wyświetlacze. Wszelkie latarki w kokpicie strasznie mnie wkurzają.

_________________
Maxus Racing Team


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: 23 sie 2018, o 21:24 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 28 lis 2011, o 08:57
Posty: 9353
Lokalizacja: Gdańsk
Podziękował : 983
Otrzymał podziękowań: 2335
Uprawnienia żeglarskie: nie podano
Maar napisał(a):
Nie można było.

Maar napisał(a):
to idący w górę fał, zawiązał się na salingu

Dodatkowe zło.
Ok, rozumiem że jacht nowy i wymaga dopieszczenia.

* ~ * ~ * ~ * ~ * ~ * ~ * ~ * ~ * ~ *

plitkin napisał(a):
Wszelkie latarki w kokpicie strasznie mnie wkurzają.

Latarki tak, ale oświetlenie kompasu zawsze miałem i zawsze o nie dbałem. Ma działać.

_________________
Strona jachtu: http://www.zpokladu.pl


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: 23 sie 2018, o 21:30 

Dołączył(a): 2 mar 2008, o 22:03
Posty: 11323
Podziękował : 337
Otrzymał podziękowań: 1128
plitkin napisał(a):
Pytam, bo sam strasznie nie lubię kiedy podczas pływania w nocy coś świeci na pokładzie. Z reguły wygaszam ploter i maksymalnie ściemniam wszystkie wyświetlacze. Wszelkie latarki w kokpicie strasznie mnie wkurzają.


dlatego na tą okazję trzymam lampę naftową, która daje całkiem przyjemne slabe światło

_________________
pozdrowienia piotr


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: 23 sie 2018, o 22:08 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 1 cze 2009, o 16:22
Posty: 7928
Lokalizacja: Brzeg morza w Walii, United Kingdom
Podziękował : 2742
Otrzymał podziękowań: 1916
Uprawnienia żeglarskie: Sternik morski (no wymieniłam w końcu..)
Gratulacje!

Micubiszi napisał(a):
(...).
Szwedzkie małżeństwo jest teraz w moich znajomych na facebooku (...).


A to widzę tradycja się robi... z Leolą też sobie przypadłyśmy do gustu od razu, też utrzymujemy kontakt, mam nadzieję że kiedyś zacumuję przy jej nowym/starym okręcie...

_________________
Pozdrawiam, Monika Matis
http://www.seawitch-sailing.co.uk

My recent thought:
"...pessimist moans about breakdowns, optimist expects it won't break; realist makes it easy to fix..." :D


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: 24 sie 2018, o 06:47 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 5 paź 2011, o 08:20
Posty: 4117
Lokalizacja: Miasto Cudów nad Kamienną
Podziękował : 1081
Otrzymał podziękowań: 969
Uprawnienia żeglarskie: sternik mieliźniany
plitkin napisał(a):
Nie dało się zwyczajnie sterować na wiatr?


Na wiatr czy z wiatrem? Na wiatr się nie dało. Z wiatrem również . Wiało z północnego zachodu jedyny kurs który dawał mozliwośc sterowania jachtem to bagsztag prawego halsu. Na koniec walczyłem by sie zmieścić i minać cypel przed Helsingborgiem.

_________________
" Sol Angelica" Compis 28


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: 24 sie 2018, o 06:50 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 1 sie 2010, o 11:32
Posty: 11256
Lokalizacja: Miasto 178 Mm na południe od Bornholmu
Podziękował : 1224
Otrzymał podziękowań: 1269
Uprawnienia żeglarskie: Kurde, no, brzydzę się sobą ale mam.
Po kolei. :-)

Pozostałości genui w tamtych warunkach nie dało się zwinąć ani zrzucić - bo większa cześć żagla była zwinięta na sztagu. Musielibyśmy ją najpierw całą rozwinąć a wcześniej wyciąć szoty splątane jak dredy rodowitego Jamajczyka. W marinie, bez wiatru zajęło nam to dobre kilkanaście minut.

Pod wiatr i falę nie dało się płynąć z falą także - bo skończylibyśmy rejs na przybrzeżnych skałach albo inszym krajobrazie.
Stąd słuszna decyzja Micusia, że jedyne rozsądne wyjście to płynąć kursem 180 w bezpiecznej odległości od brzegu i modlić się, żeby załoga i łódka dali radę..

W ten sposób przepłynęliśmy ponad 50 mil od Varbergu do Mölle.

Piotr, lampa naftowa nic by nie dała. Na nowej Micołódce jest jednostronny kompas. Nie da się go podświetlić z wnętrza kabiny.

Na początku wyglądało to na zwykłą burzę, byliśmy przekonani, że za godzinę, może dwie zawrócimy i popłyniemy do Varbergu. Nie przypuszczaliśmy, że będziemy w sumie ponad 16 godzin walczyć ze sztormem.

Cały rejs przebiegł następująco:

- o 9.00 w sobotę 11 sierpnia wyszliśmy z mariny w morze,
- około 21.30 zaatakował nas sztorm, o 20.50, jakieś pół godziny wcześniej nagrywałem fimik, który wrzuciłem na swojego Facebooka.
- około południa w niedzielę byliśmy na wysokości półwyspu osłaniającego od północy zatokę, nad którą leży Mölle, dwie godziny później cumowaliśmy w porcie.
Po spacyfikowaniu podartego żagla, skonsumowaniu ciepłego posiłku i gorącej kawce około 17 - tej wszyscy padliśmy na mordy i spaliśmy do 7 rano. :)
- w poniedziałek w miarę klar na jachcie, śniadanie, zakup i tankowanie paliwa.
o 11 - tej wyszliśmy w morze a około 2 w nocy we środę cumowaliśmy w Świnoujściu.

Ciekawostka, wbrew obiegowym opiniom, że szwedzki chleb nie nadaje się do jedzenia w malutkim sklepiku przy budce Hafenmaistera Mölle kupiliśmy zwykły biały, smaczny chleb. :D

_________________
Fellowship 28 s/y Dulcinea
POL 17017

Jestem "gorszego sortu" i "specjalnej troski" ...



Za ten post autor Kurczak otrzymał podziękowanie od: Janna
Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: 24 sie 2018, o 06:52 

Dołączył(a): 16 lis 2010, o 16:17
Posty: 7076
Podziękował : 861
Otrzymał podziękowań: 2844
Uprawnienia żeglarskie: pływam sobie gdzie chcę
waliant napisał(a):
plitkin napisał(a):
Wszelkie latarki w kokpicie strasznie mnie wkurzają.

Latarki tak, ale oświetlenie kompasu zawsze miałem i zawsze o nie dbałem. Ma działać.


Wydaje mi się, że dziewczyna stojącą w zejsciówce podświetlała kompas jednak nie oświetleniem kompasu, tylko jakąś latareczką ;) A delikatne podświetlenie kompasu rzeczywiście jest spoko.

* ~ * ~ * ~ * ~ * ~ * ~ * ~ * ~ * ~ *

Micubiszi napisał(a):
plitkin napisał(a):
Nie dało się zwyczajnie sterować na wiatr?


Na wiatr czy z wiatrem? Na wiatr się nie dało. Z wiatrem również . Wiało z północnego zachodu jedyny kurs który dawał mozliwośc sterowania jachtem to bagsztag prawego halsu. Na koniec walczyłem by sie zmieścić i minać cypel przed Helsingborgiem.


Chodzi mi o sterowanie względem wiatru jakimkwiek kursem - bez ciągłego patrzenia na kompas, a więc i jego podswietlania. Ale spoko - Marek napisał, że się nie dało, więc pewnie się nie dało. Może było ciasno czy coś. Tak tylko spytałem.

_________________
Maxus Racing Team


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: 24 sie 2018, o 07:05 

Dołączył(a): 13 lut 2009, o 08:43
Posty: 9566
Lokalizacja: ....zewsząd
Podziękował : 3900
Otrzymał podziękowań: 1777
Uprawnienia żeglarskie: prawo człowieka wolnego
Po prostu rolet powinien być... ale ze sztywnym sztagiem i dobrej jakości, sprawdzony przed rejsem.
Umknęło mi: co z prognozami było????

Wysłane z mojego SM-G930F przy użyciu Tapatalka

_________________
Jestem tylko szarym człowiekiem
www.armator-i-skipper.pl


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: 24 sie 2018, o 07:11 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 28 lis 2011, o 08:57
Posty: 9353
Lokalizacja: Gdańsk
Podziękował : 983
Otrzymał podziękowań: 2335
Uprawnienia żeglarskie: nie podano
Kurczak napisał(a):
w tamtych warunkach nie dało się zwinąć ani zrzucić

To jest właśnie ta wada rolerów wszelakich, o których nikt nie chce pamiętać. Jak działa, to wszystko jest cacy. Ale jak coś nawali, w złych warunkach, to nagle jesteśmy w czarnej d... Rzadko się to zdarza, jasne. Ale się zdarza. Oczywiście zazwyczaj wynika to albo ze złego przygotowania, albo nieuwagi, zapomnienia itp itd. Tym niemniej awarie mają to do siebie, że wynikają z błędu lub zaniedbania. No właśnie...

Ale nie chcę być monotematyczny i z drugiej strony takie uwagi mi się nasunęły.
Nie jest duża różnica wielkości między Vegą a Compisem - faktycznie jedna stopa w LOA.
Natomiast różnica prędkości jest całkiem spora. Vegi mają GPH w okolicach 800, a Compisy w granicach 730-770 (czyli jeden jest nawet szybszy od Czarodziejki).
Waga to około 3 tony w trymie pomiarowym.

* ~ * ~ * ~ * ~ * ~ * ~ * ~ * ~ * ~ *

Colonel napisał(a):
dobrej jakości, sprawdzony przed rejsem.

Wszystko powinno być dobrej jakości i sprawdzone przed rejsem. W świecie idealnym to nawet pewnie awarii nie ma ;)

* ~ * ~ * ~ * ~ * ~ * ~ * ~ * ~ * ~ *

P.S. A te obiecane zdjęcia to gdzie? ;)

_________________
Strona jachtu: http://www.zpokladu.pl


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: 24 sie 2018, o 07:23 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 5 paź 2011, o 08:20
Posty: 4117
Lokalizacja: Miasto Cudów nad Kamienną
Podziękował : 1081
Otrzymał podziękowań: 969
Uprawnienia żeglarskie: sternik mieliźniany
Colonel napisał(a):
Po prostu rolet powinien być... ale ze sztywnym sztagiem i dobrej jakości, sprawdzony przed rejsem.


Darowanemu koniu we pyska siem nie paczy :D .
Taka ciekawostka. Szwed przed sprzedażą zatankował ropy do pełna, nabił butle gazem, uzupełnił wodę, sprawqdził w silniku olej, doładował akumulatory. Łódka była wymyta odkurzona i pachnaca. :D

_________________
" Sol Angelica" Compis 28


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: 24 sie 2018, o 07:27 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 1 sie 2010, o 11:32
Posty: 11256
Lokalizacja: Miasto 178 Mm na południe od Bornholmu
Podziękował : 1224
Otrzymał podziękowań: 1269
Uprawnienia żeglarskie: Kurde, no, brzydzę się sobą ale mam.
A my mu za to zanieśliśmy na jego nową Bawarkę piwko. :D

_________________
Fellowship 28 s/y Dulcinea
POL 17017

Jestem "gorszego sortu" i "specjalnej troski" ...


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: 24 sie 2018, o 07:46 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 1 cze 2009, o 16:22
Posty: 7928
Lokalizacja: Brzeg morza w Walii, United Kingdom
Podziękował : 2742
Otrzymał podziękowań: 1916
Uprawnienia żeglarskie: Sternik morski (no wymieniłam w końcu..)
waliant napisał(a):
Kurczak napisał(a):
w tamtych warunkach nie dało się zwinąć ani zrzucić

To jest właśnie ta wada rolerów wszelakich, o których nikt nie chce pamiętać.


Rolerów, które służą także do refowania.

Rolery-zwijacze takowej wady nie mają, żagiel ZAWSZE da się sprzątnąć. Pomijając już to, że będzie pewnie sprzątnięty wcześniej, bo go się nie refuje...

Tyle, że zwijacze takie powinny być stosowane niezależnie od olinowania stałego - tutaj rozumiem tak nie jest. Fotka?

No i po drugie - roler z miękkim sztagiem NIGDY nie powinien służyć do refowania. Ot, po prostu średnio się do tego nadaje. Tu, jak rozumiem, był...

Tak, rozumiem, że kiedyś tak się u nas miękkich rolerow używało. Tu zgodzę się z Tomkiem - TO ZŁO! Miękki roler (zwijacz) powinien być stawiany niezależnie od olinowania stałego (flying), na porządnej, nie skręcającej się linie (a nie prostej stalówce która będzie się skręcać...) i używany tylko do postawienia i sprzątnięcia żagla. Bez stadiów pośrednich.

Taki żagiel da się łatwo postawić, sprzątnąć, zdjąć, wymienić na inny (mniejszy, większy, bardziej brzuchaty, mniej brzuchaty etc...). Co istotne, na sztagu może wtedy mieszkać sobie na raksach lub wręcz szeklach (nie będzie zdejmowany) w worku solidnie przymocowanym u podstawy sztagu - mały foczek lub fok sztormowy (tu ujawnia się przewaga kutra, pozwala mieć dwa małe mocne żagle w takim zapasie - rozwiewa się to zmieniamy na oba zasztagowane, rozwiewa się mocniej i zrzucamy kliwra a pozostaje fok sztormowy...)

Ps. Na wszelki wypadek zastrzegam - TO NIE JEST żadna krytyka Micu, płynął z tym co miał. Raczej porada, co z tym zrobić. A Micusiowa przygoda niech będzie ilustracją DLACZEGO....

_________________
Pozdrawiam, Monika Matis
http://www.seawitch-sailing.co.uk

My recent thought:
"...pessimist moans about breakdowns, optimist expects it won't break; realist makes it easy to fix..." :D



Za ten post autor Moniia otrzymał podziękowania - 3: JanekL, kooniu, soko
Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: 24 sie 2018, o 08:27 

Dołączył(a): 16 lis 2010, o 16:17
Posty: 7076
Podziękował : 861
Otrzymał podziękowań: 2844
Uprawnienia żeglarskie: pływam sobie gdzie chcę
Domy tu gadu-gadu, a fotek nima.

_________________
Maxus Racing Team



Za ten post autor plitkin otrzymał podziękowanie od: Moniia
Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: 24 sie 2018, o 08:39 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 28 lis 2011, o 08:57
Posty: 9353
Lokalizacja: Gdańsk
Podziękował : 983
Otrzymał podziękowań: 2335
Uprawnienia żeglarskie: nie podano
Moniia napisał(a):
płynął z tym co miał.

Też to rozumiem.
I bardzo fajnie, że chciało mu się tak detalicznie opisać wyprawę, co nie jest częste.

_________________
Strona jachtu: http://www.zpokladu.pl



Za ten post autor waliant otrzymał podziękowanie od: Colonel
Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: 24 sie 2018, o 08:54 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 23 lut 2011, o 00:42
Posty: 10099
Lokalizacja: Cząstków Mazowiecki
Podziękował : 168
Otrzymał podziękowań: 1529
Uprawnienia żeglarskie: Kpt jacht., kpt mot., mech. statkowy
waliant napisał(a):
Żagiel do naprawy, że o stresie nie wspomnę.


Bo mieli miękki sztag - my cały czas piszemy o sztywnych rolerach.

Miękki jest rzeczywiście niepewny.

_________________
Pozdrawiam
Włodzimierz "Bury Kocur" Ring
S/y "Bury Kocur IV"
POL 8888


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: 24 sie 2018, o 08:57 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 5 paź 2011, o 08:20
Posty: 4117
Lokalizacja: Miasto Cudów nad Kamienną
Podziękował : 1081
Otrzymał podziękowań: 969
Uprawnienia żeglarskie: sternik mieliźniany
To był miętki sztag w pełnym tego słowa znaczeniu. Żagle nawijał na miętko a jak sie brało go do reki to był taki aldente (nie twardy nie mietki) :D

_________________
" Sol Angelica" Compis 28


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
PostNapisane: 24 sie 2018, o 09:06 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 23 lut 2011, o 00:42
Posty: 10099
Lokalizacja: Cząstków Mazowiecki
Podziękował : 168
Otrzymał podziękowań: 1529
Uprawnienia żeglarskie: Kpt jacht., kpt mot., mech. statkowy
plitkin napisał(a):
a fotek nima.


Ano właśnie :-(

Ale na marginesie - dzwoniłem do Kurczaka jak jechali z ekipą w tamtą stronę.

Nie chciał kompletnie gadać i wił się jak piskorz jak Go pytałem o cel podróży.

Po chwili domyśliłem się po co jadą, ale nie wiedziałem tylko dla kogo ta łódka, choć Kurczaczek Miły w rozmowie wymienił cały skład grupy :rotfl:

Kazał siedzieć cicho i trzymać mordkę w kubełek to cały czas siedziałem cicho i nic na forum nie pyszczyłem.

Kurczak - dostanę buzi za tą dyskrecję ? :kiss:

A Micowi gratuluję nowej łódki - niechaj Ci się dobrze spisuje :mrgreen:

_________________
Pozdrawiam
Włodzimierz "Bury Kocur" Ring
S/y "Bury Kocur IV"
POL 8888



Za ten post autor bury_kocur otrzymał podziękowania - 2: Colonel, Micubiszi
Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 99 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4  Następna strona


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 16 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
[ Index Sitemap ]
Senior | Stocznia jachtowa | Nexo yachts | Łodzie wędkarskie Barti | Projektowanie graficzne | Szkolenia żeglarskie i rejsy NATANGO
Olej do drewna | Biopreparaty i bakterie do szamba | SAJ | Ośrodek Żeglarski AM | Setką przez Atlantyk | Opieka Senioralna | Kapiszonownik


Wszystkie prawa zastrzeżone. Żaden fragment serwisu "forum.zegluj.net" ani jego archiwum
nie może być wykorzystany w jakiejkolwiek formie bez pisemnej zgody właściciela forum.żegluj.net
Copyright © by forum.żegluj.net


Nasze forum wykorzystuje ciasteczka do przechowywania informacji o logowaniu. Ciasteczka umożliwiają automatyczne zalogowanie.
Jeżeli nie chcesz korzystać z cookies, wyłącz je w swojej przeglądarce.



POWERED_BY
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL